Droga Angeliki Samockiej to opowieść o konsekwentnym podążaniu za wewnętrzną potrzebą tworzenia – od analizy kultury, przez charakteryzację teatralną, makijaż artystyczny, aż po autorską biżuterię tworzoną z intencją i emocją. Emigracja, macierzyństwo i budowanie własnych marek stały się dla niej nie przeszkodami, lecz katalizatorami rozwoju twórczego i osobistego. W rozmowie z Iloną Adamską opowiada o sztuce jako formie dialogu, o empatii w pracy z kobietami oraz o pięknie, które potrafi realnie wzmacniać i przywracać poczucie tożsamości.
Od studiów kulturoznawczych, przez charakteryzację teatralną, aż po makijaż i biżuterię – Twoja droga jest bardzo spójna, choć wieloetapowa. W którym momencie poczułaś, że nie chcesz już tylko analizować sztuki, ale być jej aktywną częścią?
Tak naprawdę czułam to od zawsze. Już jako nastolatka chciałam pójść do liceum plastycznego, jednak życie potoczyło się inaczej i trafiłam do liceum ekonomicznego. Z perspektywy czasu bardzo to doceniam – ta droga dała mi solidne podstawy do prowadzenia własnych biznesów. Jednak tuż po ukończeniu szkoły miałam poczucie, że oddaliłam się od tworzenia i straciłam kontakt z kreowaniem.
Dlatego wybrałam studia kulturoznawcze na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu – chciałam być blisko sztuki, rozumieć ją i analizować. Po kilku latach dotarło do mnie jednak, że to nie wystarcza. Analiza przestała mi dawać spełnienie, a potrzeba tworzenia była coraz silniejsza. Wtedy pojawił się pomysł szkoły charakteryzacji teatralnej.
Kolejnym przełomem były narodziny mojej drugiej córki. Spędzając dużo czasu w domu, naturalnie zaczęłam szukać kolejnej formy ekspresji. Tak narodził się pomysł tworzenia biżuterii – dosłownie w kuchni, nocami, kiedy dzieci spały. Każdy etap tej drogi był odpowiedzią na tę samą potrzebę: bycia aktywną częścią sztuki.
Po przeprowadzce do Anglii makijaż stał się Twoją główną formą artystycznej ekspresji. Jak emigracja wpłynęła na Twoją wrażliwość twórczą i sposób pracy z kobietami?
Nie będę ukrywać – początki emigracji nie były łatwe. Pracowałam w kawiarniach i sklepach, jednocześnie ucząc się języka angielskiego. Czułam, że nie potrafię wyrazić siebie, a mój dyplom i doświadczenie nie mają tu większego znaczenia. To było bardzo frustrujące, ale też niezwykle kształtujące.
W pewnym momencie zrozumiałam, że muszę przebić się przez tę barierę. Nauczyłam się języka i zaczęłam wychodzić z makijażem do angielskiego środowiska, oferując go do sesji zdjęciowych. Od tego momentu wszystko zaczęło się naturalnie rozwijać.
Myślę, że moja wrażliwość twórcza w dużej mierze narodziła się właśnie z tej silnej potrzeby – a momentami wręcz desperacji – wyrażenia siebie. Emigracja nauczyła mnie empatii, uważności i ogromnego szacunku do indywidualnych historii kobiet, z którymi pracuję.

Często podkreślasz, że makijaż traktujesz jak formę sztuki i dialogu. Jak wygląda ten dialog w praktyce i co jest dla Ciebie najważniejsze w kontakcie z osobą, z którą pracujesz?
Każda kobieta jest inna i każda przychodzi z inną potrzebą. Jedne chcą subtelnie podkreślić urodę, inne marzą o metamorfozie i całkowitej zmianie. Dla mnie najważniejsze jest zobaczenie ich wizji moimi oczami.
Dlatego zadaję bardzo dużo pytań – chcę mieć pewność, że myślimy o tym samym efekcie. Ten dialog opiera się na zaufaniu, które traktuję z ogromnym szacunkiem i wdzięcznością.
Zależy mi również na tym, aby cały proces był doświadczeniem samym w sobie. Relaksująca muzyka, pielęgnacja skóry, masaż twarzy. Chcę, by klientki wychodziły ode mnie nie tylko z makijażem, ale z poczuciem, że zadbały o siebie – zarówno zewnętrznie, jak i wewnętrznie.
Narodziny drugiej córki otworzyły nowy rozdział w Twojej twórczości – tworzenie biżuterii. Co zmieniło się w Tobie jako artystce i kobiecie w tym momencie życia?
Macierzyństwo jest cudowne i nie zamieniłabym go na nic innego, ale bądźmy szczere – to również ogromna praca. Nieprzespane noce, brak energii i poczucie, że nagle nie ma się czasu dla siebie, a własna tożsamość schodzi na dalszy plan.
Uwielbiałam rolę mamy, ale jednocześnie bardzo potrzebowałam pozostać sobą – Angeliką. Potrzeba tworzenia była silniejsza niż zmęczenie, dlatego zaczęłam tworzyć biżuterię w domu.
Z czasem moja twórcza energia naturalnie przelała się też na moje córki. Wspólne malowanie, praca z mixed media, ręcznie robione prezenty dla ich przyjaciół – koszulki, torby, biżuteria. Ucząc je otwartości i kreatywności, sama uczyłam się od nich nowej wrażliwości i świeżego spojrzenia na sztukę.
Projektujesz biżuterię ręcznie, z intencją, inspirując się naturą, emocjami i osobistymi historiami. Jak wygląda Twój proces twórczy i w jaki sposób emocje przekładają się na konkretne formy i materiały?
W swojej pracy często wykorzystuję naturalne elementy – kwiaty, kamienie, drewno – które zatapiam w żywicy. Tworzę również biżuterię z intencją, na indywidualne zamówienia. Dobieram wtedy elementy świadomie: rośliny, kolory i symbole, uwzględniając intencję, datę urodzenia, znak zodiaku oraz numer drogi życiowej.
Na końcu proces zamykam rytuałem okadzania szałwią, który symbolicznie pieczętuje intencję. Zajmuję się także zachowywaniem wspomnień – zatapiam kwiaty ślubne, kwiaty z pogrzebów, włosy czy futerko zwierząt. To bardzo emocjonalna i odpowiedzialna część mojej pracy.
Prowadzisz dziś dwa autorskie biznesy – makijażowy i jubilerski. Jak udaje Ci się łączyć twórczość, przedsiębiorczość i macierzyństwo, nie tracąc przy tym autentyczności?
Myślę, że oba moje biznesy powstały właśnie z potrzeby bycia autentyczną. Nie jestem wybitną mówczynią, ale widzę świat w kolorach, fakturach i kształtach. W życiu prywatnym również jestem w stu procentach sobą, bo zwyczajnie nie potrafię udawać kogoś, kim nie jestem.
Dokładnie to samo dotyczy mojej pracy. Moje marki są przedłużeniem mnie – mojej wrażliwości, doświadczeń i wartości. Dzięki temu mogę łączyć twórczość, przedsiębiorczość i macierzyństwo w sposób naturalny, bez poczucia wewnętrznego rozdźwięku.

Wierzysz, że sztuka i piękno mają realną moc wzmacniania kobiet. Co – Twoim zdaniem – najbardziej pomaga kobietom poczuć się sobą i jaką rolę w tym procesie odgrywa Twoja twórczość?
To momenty, kiedy patrzą w lustro i dziękują mi, bo czują się pewne siebie. Kiedy słyszę, że czują się „jak milion dolarów”. Wiadomości po wydarzeniach, w których piszą, jak wyjątkowo się czuły.
Albo wdzięczność za biżuterię stworzoną z kwiatów z pogrzebu bliskiej osoby – coś, co mogą mieć przy sobie na zawsze. To są momenty, dla których kocham to, co robię. Wtedy wiem, że sztuka i piękno naprawdę mają moc – głęboką, emocjonalną i wzmacniającą.
Rozmawiała: Ilona Adamska



Angeliko jestem dumny że mogłem ciebie poznać kiedyś osobiście i bardzo się cieszę że jesteśszczęśliwą i dumną kobietą ,mamą i partnerką . Twoja mama byłaby bardzo dumna z ciebie. Pozdrawiam Mirek