Sylwia Anna Paciuch: Zmiana zaczyna się od spotkania

Date:

Share post:

Droga zawodowa Sylwii Anny Paciuch nie jest historią szybkiego sukcesu ani prostych decyzji. To raczej opowieść o uważnym podążaniu za człowiekiem — jego historią, emocjami i potencjałem do zmiany. W rozmowie z Iloną Adamską opowiada nie tylko o psychoterapii jako metodzie pracy, lecz przede wszystkim jako o relacji, obecności i przestrzeni przemiany. Mówi o sile małych kroków, o autentyczności przekraczającej granice kultur oraz o tym, dlaczego kontakt z własnym wnętrzem bywa dziś największym wyzwaniem. To wywiad o drodze — zawodowej, osobistej i duchowej — oraz o tym, jak towarzyszenie innym w zmianie staje się jednocześnie procesem własnego dojrzewania.

Twoja droga zawodowa prowadziła od studiów na Uniwersytet Kardynała Stefana Wyszyńskiego i Uniwersytet Warszawski aż po własne ośrodki terapeutyczne. Kiedy po raz pierwszy poczułaś, że psychoterapia nie jest tylko zawodem, lecz Twoją życiową misją?

To nie był jeden moment — raczej proces dojrzewania z cichym wołaniem serca. Od najmłodszych lat czułam ludzi i ich prawdziwe, często ukrywane intencje i historie. Nie rozumiałam tego, ale wzbudzało to moją fascynację. W którymś momencie uświadomiłam sobie, że to nie ja wybieram tę drogę, ale ona wybiera mnie. W spotkaniach z ludźmi poczułam coś więcej niż pracę — poczułam sens bycia świadkiem czyjejś przemiany, powrotu do siebie. I wtedy zrozumiałam, że psychoterapia to nie tylko to, co robię. To przestrzeń, w której żyję. Jeszcze mocniej wtedy dotarło do mnie, że sama obecność, uważność i słowo potrafią przywracać komuś nadzieję. Moja praca to nie tylko zawód — ja po prostu idę drogą, którą czuje moja dusza.

Uczyłaś się m.in. w Polskim Instytucie Ericksonowskim pod okiem Krzysztofa Klajsa oraz studiowałaś seksuologię u Zbigniewa Lwa‑Starowicza. Jak te różne szkoły myślenia o człowieku wpłynęły na Twój własny styl pracy?

Każda z nich nauczyła mnie innego języka rozmowy z człowiekiem. Ericksonowska praca z nieświadomością dała mi pokorę wobec wewnętrznej mądrości klienta. Nauczyłam się słuchać tego, co niewypowiedziane. Uświadomiłam sobie, że każdy człowiek ma zasoby. Seksuologia, ale i położnictwo, dały mi odwagę mówienia o tym, co intymne, prawdziwe i ludzkie. Nauczyły, by patrzeć na siebie i innych bez wstydu i bez masek. Z czasem przestałam szukać jednej metody — zaczęłam słuchać i pozwalać, by metoda rodziła się z relacji. Dzięki tej różnorodności, zaczęłam tworzyć własny język — oparty na obecności, intuicji i głębokim szacunku do wewnętrznej mądrości każdego człowieka.

Praca z osobami po uszkodzeniach mózgu i układu nerwowego to ogromne wyzwanie emocjonalne. Czego nauczyli Cię ci pacjenci o ludzkiej sile i granicach zmiany?

Ogromnej pokory wobec życia. Ci pacjenci pokazali mi, że człowiek jest jednocześnie kruchy i niewiarygodnie silny. Nauczyłam się widzieć zmianę nie tylko w wielkich przełomach, ale w małych krokach — w jednym spojrzeniu, jednym słowie, jednym odzyskanym fragmencie siebie. Nauczyłam się zachwytu, nad najmniejszym ruchem w stronę życia. Choroba zabrała im wiele, ale potrafili nadal mieć w sobie iskrę do walki. To był jeden z najbardziej pouczających i poruszających fragmentów mojej misji. Zmiana nie zawsze jest spektakularna — czasem jest cicha, ale wciąż święta.

Prowadziłaś Centrum Wspierania Psychiki w Zawierciu, a potem rozpoczęłaś nowy rozdział życia w Wielkiej Brytanii, tworząc Mental Support Centre w Camberley. Co było najtrudniejsze w tej życiowej transformacji, a co okazało się największym odkryciem?

Najtrudniejsze było rozpuszczenie starej tożsamości i zgodzenie się na bycie „od początku” — bez znanych ról, miejsc i poczucia pewności. To moment, w którym zostajesz sama ze sobą i musisz na nowo odkryć, kim jesteś naprawdę i czy możesz oprzeć się na swoich zasobach.

Największym odkryciem było to, że dom nie jest miejscem, lecz stanem wewnętrznym. Kiedy zaczęłam być sobą w pełni — bez maski i bez udowadniania — świat zaczął odpowiadać inaczej. Transformacja okazała się nie zmianą w kogoś innego, lecz powrotem do siebie. Odkryłam, jak bardzo autentyczność przekracza granice języka i kultury.

W swojej pracy korzystasz z hipnozy i transu, które wciąż budzą wiele mitów. Jak wytłumaczyłabyś sceptycznej osobie, czym naprawdę jest praca z nieświadomością i dlaczego potrafi być tak skuteczna?

To nie magia ani utrata kontroli — to pogłębiony stan kontaktu ze sobą. Każdy z nas wchodzi samoczynnie, naturalnie w trans, kilka do kilkunastu razy dziennie. W transie człowiek nie traci świadomości, ale zyskuje dostęp do głębszych zasobów, których na co dzień nie słyszy przez hałas myśli. To jak rozmowa z własnym wnętrzem, która pozwala zmianie wydarzyć się naturalniej. To spotkanie z tą częścią siebie, która zawsze zna drogę, tylko czasem mówi ciszej niż lęk. Trans nie odbiera kontroli — on przywraca kontakt z wewnętrznym kompasem. To przestrzeń, w której zmiana nie jest wymuszona, ale naturalnie dojrzewa. Hipnoza ericksonowska, którą stosuję, jest właśnie taka. Delikatnie prowadzi do kontaktu z własną mądrością i zasobami. To łagodna, pełna szacunku droga zmiany, w której zachowujesz kontrolę i czujesz się bezpiecznie.

Jesteś autorką książki Spokojnie — to tylko nerwica. Co Twoim zdaniem jest dziś największym źródłem lęku u ludzi i czego najbardziej potrzebują, by odzyskać poczucie bezpieczeństwa?

Największym źródłem lęku jest dziś oddzielenie — od siebie, od ciała i od prawdziwych relacji. Żyjemy szybko, w ciągłym porównywaniu i nadmiarze bodźców, ale coraz rzadziej mamy przestrzeń, by naprawdę poczuć, co dzieje się w naszym wnętrzu. Kiedy tracimy kontakt ze sobą, łatwo zgubić poczucie bezpieczeństwa. Aby je odzyskać, ludzie potrzebują powrotu do siebie — do zatrzymania, do autentyczności, do łagodnego kontaktu z własnym ciałem i emocjami oraz do doświadczenia, że nie muszą być inni, by być wystarczający.

Motyl w Twoim logo symbolizuje przemianę. Na jakim etapie własnej przemiany jesteś dziś Ty sama — jako terapeutka, kobieta i człowiek?

Jestem dziś w przestrzeni pomiędzy — już nie tą, która walczy o zmianę, i jeszcze nie tą, która mówi „już dotarłam”. Raczej tą, która rozumie, że przemiana jest stanem istnienia. Jestem w miejscu integracji. Już mniej walczę, bardziej pozwalam. Łączę wiedzę z doświadczeniem, siłę z łagodnością. Jako terapeutka coraz mniej „szukam rozwiązań” za kogoś, a coraz bardziej pomagam ludziom odnaleźć to, co już w nich jest — ich własną siłę i odpowiedzi. Jako kobieta pozwalam sobie być pełna — silna i wrażliwa jednocześnie. Coraz mniej chcę coś udowadniać — a coraz bardziej być obecna, prawdziwa i żywa w tym, co robię. Jako człowiek uczę się żyć bliżej duszy niż oczekiwań świata.

Motyl w moim logo przypomina mi, że nie chodzi o dotarcie do jednego celu, ale o odwagę ciągłego odradzania się. Dziś uczę się latać spokojniej, bardziej świadomie i z większym zaufaniem do siebie.

Rozmawiała: Ilona Adamska

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

bannery-www-336x280_2

Related articles

Marketing i sztuczna inteligencja. Dlaczego technologia potrzebuje strategii i odpowiedzialności człowieka?

Sztuczna inteligencja w ciągu ostatnich lat stała się jednym z najczęściej omawianych tematów w świecie marketingu. Narzędzia oparte...

Kobiety aktywne w biznesie i życiu publicznym. Polska wśród liderów UE pod względem ich udziału w zarządzaniu

Kobiety odgrywają coraz większą rolę w polskiej gospodarce. Rosnąca liczba prowadzonych przez nie firm, większa obecność w zarządzaniu oraz aktywność w życiu publicznym sprawiają,...

Co byś zrobił(a), gdybyś się nie bał(a)? Jedno pytanie, które zmienia mindset lidera

Na zewnątrz wszystko wygląda profesjonalnie. Decyzje podejmowane są bez mrugnięcia okiem i komunikowane spokojnym tonem. Doprecyzowane do najmniejszego szczegółu...

Konferencja „Bezpieczna szkoła. Zrozumieć, chronić, reagować” – ważna rozmowa o bezpieczeństwie uczniów i roli współpracy szkoły z rodzicami

W dniach 11–12 marca 2026 roku w Wojskowej Akademii Technicznej w Warszawie odbyła się ogólnopolska konferencja pt. „Bezpieczna...