Przyznanie się do porażki nie jest słabością. Czasem jest największym dowodem siły

Date:

Share post:

W biznesie lubimy mówić o sukcesach. O kolejnych kontraktach, rosnących wynikach, nowych projektach, nagrodach, awansach i spełnionych marzeniach. Znacznie rzadziej mówimy o tym, co nie wyszło. O decyzjach, które okazały się błędne. O inwestycjach, które nie przyniosły oczekiwanych rezultatów. O współpracach, które trzeba było zakończyć. O pomysłach, w które wierzyłyśmy całym sercem, a które mimo ogromnego zaangażowania nie odniosły sukcesu.

Porażka nadal bywa czymś, co próbujemy ukrywać. Szczególnie w świecie biznesu, w którym wizerunek człowieka sukcesu często wydaje się niemal obowiązkowy. Tymczasem umiejętność powiedzenia: „Nie udało mi się” nie świadczy o słabości. Przeciwnie – wymaga odwagi, samoświadomości i dojrzałości.

Nie wszystko musi kończyć się sukcesem

Żyjemy w kulturze, która bardzo chętnie pokazuje efekty, ale znacznie rzadziej drogę prowadzącą do ich osiągnięcia. Widzimy czyjś sukces, lecz nie widzimy dziesiątek wcześniejszych prób. Obserwujemy rozwijającą się firmę, ale nie znamy wszystkich kryzysów, błędów i trudnych decyzji jej właścicielki. Czytamy o spektakularnym projekcie, nie wiedząc, ile wcześniejszych projektów nie przyniosło żadnego rezultatu.

Media społecznościowe jeszcze bardziej wzmacniają ten obraz. Łatwo można odnieść wrażenie, że wszyscy wokół nieustannie odnoszą sukcesy. Kolejne osiągnięcia, podróże, wydarzenia, nagrody, pełne sale konferencyjne, nowe produkty, gratulacje i uśmiechnięte zdjęcia.

Tylko że prawdziwe życie i prawdziwy biznes tak nie wyglądają.

Każdy, kto podejmuje decyzje, może podjąć również decyzję błędną. Każdy, kto ryzykuje, może stracić. Każdy, kto tworzy coś nowego, musi liczyć się z tym, że rynek tego nie zaakceptuje. Każdy, kto zarządza ludźmi, może pomylić się w ich ocenie.

Nie istnieje przedsiębiorczość bez ryzyka. A skoro istnieje ryzyko, istnieje również możliwość porażki.

„Pomyliłam się” to jedno z najtrudniejszych zdań lidera

Znacznie łatwiej znaleźć usprawiedliwienie. Rynek był trudny. Klient nie zrozumiał produktu. Współpracownik zawiódł. Konkurencja zadziałała nieuczciwie. Okoliczności były niesprzyjające.

I czasami rzeczywiście tak jest. Nie na wszystko mamy wpływ.

Dojrzałość zaczyna się jednak w momencie, kiedy potrafimy uczciwie zapytać siebie: a jaki był mój udział w tym, co się wydarzyło?

Czy zbyt długo ignorowałam sygnały ostrzegawcze? Czy podjęłam decyzję pod wpływem emocji? Czy zaufałam niewłaściwej osobie? Czy zabrakło analizy? Czy nie chciałam słuchać ludzi, którzy mieli inne zdanie? Czy zbyt długo broniłam projektu tylko dlatego, że zainwestowałam w niego dużo czasu, pieniędzy i energii?

Odpowiedzi bywają niewygodne. Jednak właśnie dlatego są tak wartościowe.

Powiedzenie „pomyliłam się” nie odbiera człowiekowi autorytetu. Często działa odwrotnie. Pokazuje, że potrafimy wziąć odpowiedzialność za własne decyzje i nie potrzebujemy budować swojej pozycji na przekonaniu o własnej nieomylności.

Największym błędem nie zawsze jest sama porażka

W biznesie znacznie groźniejsze od porażki może być uporczywe trwanie przy czymś, co nie działa, tylko dlatego, że boimy się przyznać do błędu.

Czasem przedsiębiorca inwestuje kolejne pieniądze w nierentowny projekt, ponieważ jego zamknięcie oznaczałoby konieczność zaakceptowania straty. Czasem przez lata utrzymujemy współpracę, która dawno przestała mieć sens, ponieważ trudno powiedzieć: „Źle wybrałam”. Czasem bronimy własnej decyzji nawet wtedy, gdy fakty pokazują, że należy ją zmienić.

Wówczas nie walczymy już o biznes. Walczymy o własne ego. A ego potrafi być bardzo kosztownym doradcą.

Siłą liderki nie jest więc doprowadzanie każdej decyzji do końca za wszelką cenę. Siłą jest również umiejętność zatrzymania się i powiedzenia: „To nie działa. Wyciągam wnioski i zmieniam kierunek”.

Porażka nie definiuje człowieka

To niezwykle ważne rozróżnienie. Można ponieść porażkę, ale nie oznacza to, że jest się człowiekiem przegranym.

Można zamknąć firmę i nadal być przedsiębiorczynią z ogromnym doświadczeniem. Można stracić ważnego klienta i nadal być świetną ekspertką. Można stworzyć produkt, którego nikt nie chciał kupić, i później stworzyć kolejny, który okaże się sukcesem. Można zaufać niewłaściwemu człowiekowi i dzięki temu nauczyć się znacznie uważniej dobierać partnerów biznesowych.

Problem zaczyna się wtedy, kiedy pojedyncze wydarzenie zaczynamy traktować jak definicję samych siebie.

„Projekt się nie udał” to fakt.

„Jestem beznadziejna w biznesie” to już interpretacja.

Pomiędzy jednym a drugim istnieje ogromna różnica.

Nie każdą porażkę trzeba zamieniać w piękną historię

Wokół porażek powstała również pewna niebezpieczna narracja: każda z nich ma być „lekcją”, za którą powinniśmy być wdzięczni.

Nie zawsze. Są porażki bolesne. Są takie, które kosztują pieniądze, zdrowie, relacje, reputację albo kilka lat życia. Są sytuacje, po których człowiek nie ma ochoty natychmiast mówić, że „wszystko dzieje się po coś”.

I nie musi. Dojrzałe podejście do porażki nie polega na jej romantyzowaniu. Polega na zaakceptowaniu faktów, przeanalizowaniu własnych decyzji i zastanowieniu się, co można zrobić inaczej następnym razem.

Czasami lekcja jest bardzo konkretna: dokładniej czytać umowy. Nie podejmować decyzji pod presją. Nie zatrudniać wyłącznie na podstawie pierwszego wrażenia. Budować poduszkę finansową. Sprawdzać kontrahentów. Słuchać danych, nawet jeśli przeczą naszym przekonaniom. Nie ignorować własnej intuicji. Albo przeciwnie – nie opierać całego biznesu wyłącznie na intuicji.

To właśnie takie wnioski mają wartość.

Sukces nie polega na tym, że nigdy nie przegrywamy

Warto zmienić sposób myślenia o ludziach sukcesu. Często zakładamy, że są to osoby, którym po prostu „wychodzi”. Tymczasem bardzo często różnica polega na czymś innym: na sposobie reagowania wtedy, kiedy nie wychodzi.

Jedni po błędzie szukają winnych.

Inni szukają przyczyn. Jedni udają, że nic się nie stało. Inni potrafią powiedzieć: „Tak, to była moja decyzja i nie była dobra”.

Jedni przez lata noszą w sobie wstyd związany z niepowodzeniem. Inni traktują je jako część swojej zawodowej historii, a nie jej zakończenie.

Prawdziwa odporność nie polega przecież na tym, że człowiek nigdy nie upada. Polega na tym, że po trudnym doświadczeniu potrafi odzyskać zdolność do działania.

Liderka nie musi być nieomylna

Szczególnie kobiety zajmujące wysokie stanowiska lub prowadzące własne firmy często czują presję, aby nie okazywać słabości. Przez lata musiały udowadniać swoje kompetencje, profesjonalizm i skuteczność. Przyznanie się do błędu może więc rodzić obawę: „Czy nie stracę autorytetu?”.

Tymczasem autorytet zbudowany na udawaniu nieomylności jest niezwykle kruchy.

Ludzie zwykle wiedzą, kiedy coś poszło źle. Pracownicy widzą nietrafione decyzje. Partnerzy biznesowi dostrzegają problemy. Klienci również nie są naiwni.

Lider, który za wszelką cenę próbuje przekonywać otoczenie, że nigdy się nie myli, nie buduje zaufania. Buduje dystans.

Znacznie większą wiarygodność może dać proste: „Podjęłam taką decyzję. Dziś wiem, że nie była właściwa. Biorę za nią odpowiedzialność i zmieniamy sposób działania”.

To nie jest słabość. To odpowiedzialność.

Czasami trzeba powiedzieć: nie udało się

Bez tłumaczenia się przed całym światem. Bez publicznego biczowania. Bez tworzenia dramatycznej historii o własnym upadku.

Po prostu: nie udało się.

Zrobiłam wszystko, co w tamtym momencie potrafiłam, albo – być może – nie zrobiłam wszystkiego, co mogłam. Podjęłam złą decyzję. Za późno zareagowałam. Źle oceniłam sytuację. Przeceniłam swoje możliwości. Nie doceniłam ryzyka.

I co dalej?

To jest najważniejsze pytanie.

Nie: „Co ludzie powiedzą?”.

Nie: „Jak ukryć porażkę?”.

Nie: „Kogo można za nią obwinić?”.

Tylko: „Co zrobię z tym doświadczeniem?”

Właśnie w odpowiedzi na to pytanie często ujawnia się prawdziwa siła człowieka.

Przyznanie się do porażki nie oznacza kapitulacji. Nie oznacza braku ambicji ani kompetencji. Nie przekreśla wcześniejszych osiągnięć i nie odbiera prawa do kolejnych sukcesów. Oznacza jedynie gotowość do spojrzenia prawdzie w oczy.

A w biznesie – i w życiu – czasem znacznie więcej odwagi wymaga powiedzenie „przegrałam”, niż dalsze udawanie, że wszystko idzie zgodnie z planem.

Silna kobieta nie jest tą, która nigdy nie ponosi porażek. Jest tą, która nie pozwala, aby porażka odebrała jej odwagę do podjęcia kolejnej próby.

fot. AI

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

bannery-www-336x280_2

Related articles

Co trzeci pracownik przeszedł 15 dużych zmian w rok. Jak nie zgubić się w ciągłej adaptacji?

Nowy system, inny zakres obowiązków, reorganizacja zespołu. W pracy regularnie pojawiają się sytuacje, które wymagają odnalezienia się w...

Zakazy przy firmowym ekspresie? Tylko 21% Polaków otwarcie rozmawia o zarobkach ze współpracownikami

Najnowsze badanie InterviewMe „Jawność wynagrodzeń w opinii Polaków ” pokazuje, że otwarta rozmowa o pensji ze współpracownikami to...

Brak odpuszczenia to kotwica w naszym rozwoju

Odpuszczenie często kojarzymy ze słabością, rezygnacją albo zgodą na to, co nas spotkało. Tymczasem z perspektywy rozwoju człowieka...

Odpoczynek to obowiązek wobec zdrowia psychicznego

Światowy Dzień Zdrowia Psychicznego (10 października) przynosi gorzką refleksję nad kondycją psychofizyczną polskiego społeczeństwa. Z najnowszych badań wynika,...