Coraz więcej kobiet funkcjonuje dziś na granicy wyczerpania, realizując kolejne role, obowiązki i oczekiwania kosztem własnych potrzeb. W rozmowie z Patricią Dygas przyglądamy się temu, co naprawdę kryje się pod hasłami „braku czasu” czy „zmęczenia” oraz dlaczego powrót do siebie nie zaczyna się od strategii, lecz od regulacji ciała i odzyskania wewnętrznego głosu. To opowieść o kobiecej sprawczości, emigracyjnych doświadczeniach i o tym, jak budować relację ze sobą w świecie, który nieustannie przyspiesza.
Pracujesz z kobietami, które żyją w chronicznym przeciążeniu i poczuciu utraty siebie, szczególnie z matkami. Co najczęściej słyszysz od kobiet, gdy po raz pierwszy trafiają do Ciebie i co, Twoim zdaniem, jest ich najgłębszym, nienazwanym problemem?
Najczęściej słyszę: „Nie wiem, kim już jestem”, „Niby wszystko ogarniam, ale w środku czuję pustkę”, „Jestem tym już wszystkim zmęczona”.
To, co kobiety nazywają zmęczeniem czy brakiem motywacji, bardzo często jest czymś głębszym, długotrwałym odcięciem od siebie, od własnych potrzeb, granic, emocji i ciała.
Ich nienazwanym problemem nie jest brak czasu ani umiejętności. To życie w trybie ciągłej adaptacji do dzieci, partnera, pracy i oczekiwań, bez kontaktu z własną prawdą. Kobiety nie są zepsute. One są przeciążone i od dawna niesłyszane, często nawet przez siebie same.
Twoja praca łączy mindset, emocje, ciało i energię. Jak doszłaś do tak holistycznego podejścia i co zmieniło się w Twoim życiu, gdy zaczęłaś postrzegać człowieka jako całość?
To podejście nie wzięło się z teorii, tylko z mojego życia. Przez lata próbowałam „naprawiać się” fragmentami, pracując nad mindsetem, silną wolą i analizą. Przeszłam również wiele terapi i spędziłam sporo lat w przestrzeni new age. Działało to na chwilę, ale wracało napięcie, chaos emocjonalny i poczucie, że coś jest nie tak.
Dopiero gdy zaczęłam widzieć człowieka jako całość, w której umysł, emocje, ciało i energia tworzą jeden system, wszystko się zmieniło. Zamiast walki pojawiło się zrozumienie. Zamiast kontroli pojawiła się regulacja. Zamiast poprawiania siebie zaczęło się budowanie relacji ze sobą.
Dziś wiem, że wiele „problemów” nie wymaga rozwiązania, lecz bezpiecznej przestrzeni, w której mogą się ujawnić oraz zostać zobaczone, zrozumiane i zintegrowane.

Emigracja do Wielkiej Brytanii bywa doświadczeniem konfrontującym z tożsamością, samotnością i granicami. Jak pobyt w UK wpłynął na Twoją samoświadomość i sposób pracy z kobietami?
Przyjechałam do Wielkiej Brytanii, mając 16 lat. Mimo znajomości języka byłam bardzo zagubiona. Szybko nauczyłam się funkcjonować, dostosowywać i radzić sobie, ale wewnętrznie przez długi czas czułam brak zrozumienia. Czułam się „inna”. Adaptacja stała się moim naturalnym trybem działania.
To doświadczenie nauczyło mnie, jak łatwo można zatracić kontakt ze sobą, gdy całe skupienie idzie w przetrwanie i dopasowanie się do otoczenia. Dziś, pracując z kobietami na emigracji, widzę ten sam mechanizm bardzo wyraźnie. Wysoka funkcjonalność często przykrywa wewnętrzne zagubienie, samotność i życie na autopilocie. Moja praca wyrasta właśnie z potrzeby powrotu do siebie, nie przez kolejną adaptację, ale przez ugruntowanie, świadomość i wewnętrzne poczucie bezpieczeństwa.
W mentoringu mówisz o aktywacji i odzyskiwaniu sprawczości, a nie o „naprawianiu” kobiet. Co dla Ciebie oznacza aktywacja i po czym kobieta może poznać, że zaczęła wracać do siebie?
Aktywacja to moment, w którym kobieta przestaje pytać: „co jest ze mną nie tak?”, a zaczyna pytać: „czego ja naprawdę potrzebuję i pragnę?”.
To nie jest naprawa starych schematów, które dotychczas były obecne. To pełne odzyskanie wewnętrznego głosu i steru. Kobieta zaczyna podejmować decyzje nie z lęku czy obowiązku, ale z pełnego kontaktu ze sobą. Pojawia się więcej spokoju, jasności oraz odwagi do zdrowego stawiania granic.
Największym znakiem aktywacji jest to, że kobieta przestaje siebie porzucać. Przestaje odkładać siebie „na potem” i zaczyna wybierać siebie w codziennych decyzjach, w relacjach, w macierzyństwie i w pracy. Aktywacja nie polega na stawaniu się kimś nowym, ale na powrocie do siebie i życiu w zgodzie z tym, co wewnętrznie prawdziwe. Jednocześnie przed wejściem w aktywację kluczowa jest samoświadomość oraz praca ze schematami, które realnie rządzą życiem kobiety.
Tworzysz naturalne produkty Minerals of Earth jako rytuał self-care. Dlaczego właśnie rytuał, a nie kolejny „produkt rozwojowy”, jest dziś tak istotny?
Rytuał działa tam, gdzie nie sięga intelekt. To nie jest kolejny produkt rozwojowy, lecz zaproszenie do zatrzymania się i regulacji układu nerwowego.
W świecie, w którym wszystko ma być szybkie i efektywne, rytuał przywraca ciało do teraźniejszości. Dotyk, zapach i powtarzalność są językiem bezpieczeństwa oraz regulacji. Minerals of Earth powstało właśnie z tej potrzeby, aby codzienna troska o siebie nie była kolejnym zadaniem do odhaczenia, lecz momentem realnego powrotu do siebie.

Wiele kobiet intelektualnie rozumie, co powinny zmienić, ale ich ciało i emocje pozostają w stanie napięcia. Jaką rolę w Twojej pracy odgrywa ciało i układ nerwowy?
Ciało jest pierwszym miejscem, w którym zapisuje się stres, napięcie i niewyrażone emocje. Można wszystko rozumieć, przeczytać masę książek, mieć dyplomy i najlepsze intencje, a mimo to reagować automatycznie. Jeśli układ nerwowy pozostaje w stanie ciągłego napięcia i dysregulacji, nie jesteśmy w stanie sięgnąć po świadome reakcje.
Dlatego w mojej pracy ciało nie jest dodatkiem, ale fundamentem. Regulacja układu nerwowego pozwala emocjom się uspokoić, a napięciu się zmniejszyć. Bez tego zmiana jest powierzchowna i krótkotrwała, ponieważ próbuje się zmienić zachowanie, nie zmieniając stanu, z którego ono wynika.
Gdybyś miała powiedzieć jedną najważniejszą rzecz kobiecie–matce na emigracji, która czuje się zagubiona, zmęczona i oderwana od siebie, co by to było?
„Z Tobą nie jest coś nie tak. Ty po prostu bardzo długo byłaś sama ze wszystkim. Widzę Twój trud i starania.”
„Widzę Cię” to zdanie często przynosi pierwszy moment ulgi. To moment, w którym kobieta zostaje uznana w swoich staraniach i trudnościach, w swoim zmęczeniu i zagubieniu. Od tego zaczyna się prawdziwa zmiana, nie od planów czy strategii, ale od uznania kobiety, jej zmęczenia i jej historii. Dopiero później możliwa jest realna zmiana i pójście do przodu.
Rozmawiała: Ilona Adamska


