Marieta Żukowska: Między sceną a światem mody – o aktorstwie, modzie i odwadze tworzenia

Date:

Share post:

Marieta Żukowska to jedna z najbardziej rozpoznawalnych polskich aktorek. Gwiazda znana z seriali: „Zdrada”, „Bring Back Alice” „Kowalscy kontra Kowalscy” , a także kinowych hitów, takich jak „Botoks”, czy docenionej na festiwalach produkcji „Próba łuku”, łączy teraz swoją artystyczną karierę z pasją do projektowania. Laureatka licznych nagród teatralnych i filmowych, z imponującym dorobkiem zarówno na ekranie, jak i na scenie, z sukcesem wprowadziła na rynek autorską kolekcję butów dla L37, własną biżuterię i nową platformę sprzedażową Beetles, pokazując, że kreatywność można ubrać w nową formę.

Od jakiegoś czasu w butiku L37 do­stępna jest kolekcja butów, wypro­dukowanych według twoich pro­jektów. Masz też własną kolekcję biżuterii. Co sprawiło, że postanowiłaś wejść również do świata mody jako kreatorka?

Moda zawsze sprawiała mi wiele radości. Odkąd pamiętam, uwiel­białam się stylizować, zarówno na ważne wyjścia, jak i na potrzeby ról filmowych czy teatralnych. Od lat ma­rzyłam o własnej kolekcji butów i to spełniło się dzięki współpracy z Asią Trepką z L37. Kiedyś byłam wielolet­nią jurorką w konkursie Young Polish Fashion Designer, gdzie miałam oka­zję bliżej zapoznać się z procesem tworzenia różnych rzeczy. Od dziecka fascynował mnie też proces powsta­wania biżuterii. W pewnym momencie doszłam do wniosku, że chciałabym stworzyć własną platformę – taki concept store, który będzie skupiał wyselekcjonowane produkty polskich i europejskich marek, ale też biżute­rię mojego i mojej siostry Katarzyny autorstwa. Bardzo ważne jest dla nas, by rzeczy były najwyższej jakości, przez nas sprawdzone z ceną „bez zadartego nosa”. To marzenie właśnie się spełniło. W grudniu wystartował nasz internetowy sklep Beetles.shop, czyli Żuki. Nazwa nawiązuje właśnie do nas – sióstr Żukowskich. Posta­nowiłyśmy połączyć swoje siły – ja i Katarzyna, która ma wieloletnie doświadczenie biznesowe. Kasia od ponad 20 lat prowadzi innowacyjną firmę technologiczną. Z sukcesami automatyzuje przemysł na polskim i międzynarodowym rynku.

Co dokładnie można znaleźć w Beetles?

Z każdym miesiącem będziemy po­szerzać asortyment. Wchodzimy na początku ze sprawdzonymi markami z Polski, ale mamy też absolutnie genialne kosmetyki z Saturni – to magiczne miejsce we Włoszech, gdzie woda termalna ma niezwykłe właści­wości lecznicze. Planujemy też poka­zywać artystów i ich design, bardzo ważne jest też dla nas, by były tu książki. Wszystko w poszanowaniu natury i z wartościami, które jako aktorka wyznaję od lat. W przyszło­ści planujemy sprzedawać nasze produkty również w innych czę­ściach Europy. Wychodzimy do ludzi z tym, co same przetestowałyśmy na sobie. Zależy nam na jakości i autentyczności.

Który z modeli butów dla l37 jest twoim ulubionym?

Niewątpliwie są to niezwykle wygod­ne botki Pola. Mają świetnie wyważo­ny obcas i w ogóle są tak wykonane, że stopa w nich się nie męczy. Nazwa tego modelu nawiązuje do imienia mojej córki. Kobiety, które je nabyły, piszą do mnie, że momentami zapo­minają, że mają je na nogach. To jest dla mnie takie miłe.

Rynek modowy wbrew pozorom jest bardzo trudny i czasem można przein­westować. Trendy przemijają, a kosme­tyki mają ograniczone daty ważności. Nie obawiasz się, że coś może jednak nie pójść po twojej myśli?

Mam świadomość, że w każdy biznes wpisane jest ryzyko. Jestem jednak dobrej myśli. Wkładamy w to z sio­strą całe swoje serce. Staramy się wychodzić do klientek z markami, z którymi sama od lat współpracuję, które bronią się swoją jakością i na przestrzeni ostatnich lat zdobyły też zaufanie konsumentek. Nie zabraknie też nowości. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że nie wszystko może ideal­nie się ułożyć. Wielu rzeczy uczę się od podstaw. Jestem gotowa także na trudne lekcje. Oby jednak było ich jak najmniej.

W świecie show-biznesu jesteś po­strzegana jako artystka przez duże A, która ma na swoim koncie udział w am­bitnych produkcjach. Czy czujesz się także bizneswoman?

Mam nadzieję, że kiedyś zapracuję sobie na ten tytuł (uśmiech). Przede wszystkim stawiam na realizację swoich marzeń, a te nie zawsze by­wają łatwe do spełnienia i wymaga­ją ogromnej pracy. Rodzice nauczyli mnie, żeby nigdy się nie poddawać i próbować tego, czego pragniemy. Nawet jak czasem się potkniemy lub czymś rozczarujemy, to lepsze niż za­dręczanie się myślami, że nie daliśmy sobie na coś szansy. Uważam rów­nież, że nie trzeba ograniczać się do wykonywania tylko jednego zawodu. Cieszę się, że mogę łączyć aktorstwo z wieloma innymi pasjami, doświad­czać wielu wspaniałych rzeczy na różnych płaszczyznach.

Kto oprócz siostry Kasi wspiera Cię w działaniach biznesowych?

Kibicuje nam cała rodzina, szczególnie mój mąż i mąż Kasi. Jedna z najwięk­szych wartości w moim życiu to obec­ność osób, od których czuję realne wsparcie. Bardzo zaangażowały się też nasze córki i synowie Kasi, któ­rzy doradzają nam i dzielą się swoimi cennymi spostrzeżeniami.

Wspominałaś, że w niedługim cza­sie chciałabyś wprowadzić Beetles m.in. na włoski rynek. Jak ci idzie nauka języka włoskiego?

To jest moje marzenie, bo wierzę, że nasze polskie marki są świetne i zasłu­gują na docenienie na innych rynkach. Ciągle uczę się włoskiego. Mam fan­tastyczną nauczycielkę z Mediolanu. Z każdą lekcją robię kolejne postępy. Mam nadzieję, że za jakiś czas będę mówić płynnie po włosku. W przyszłym roku czeka mnie kolejny film, w którym znów będę grała po włosku, zdjęcia będziemy mieli w Rzymie i Toskanii.

Nie ukrywasz, że posiadasz piękny dom w Toskanii, ale ostatnimi czasy masz tak dużo projektów w Polsce, że chy­ba nie spędziłaś tam za wiele czasu. A może się mylę?

We Włoszech staram się spędzać przede wszystkim wakacje. To czas, kiedy w Polsce gra się mniej spektakli. Mieliśmy teraz z moim mężem Łuka­szem kręcić tam film, ale przełożyliśmy go na wiosnę. Obecnie mam dużo zo­bowiązań w kraju, choć jak tylko mogę, to uciekamy z rodziną na weekendy do naszej włoskiej wsi, gdzie można naprawdę odpocząć.

Czy możesz zdradzić jakieś szczegóły tego projektu?

Ekipa będzie polsko-włoska. Nie zabraknie polskich oraz włoskich aktorów.

Pary, które pracują razem, często narzekają, że praca zbytnio przeno­si się na grunt prywatny. Czy u Was też tak jest?

Bardzo lubimy ze sobą pracować i tworzyć. Jest to na pewno bardzo wymagające, z jednej strony cieka­we, fascynujące, ale to też wyzwanie i nie zawsze jest łatwo. Łukasz jest moim przyjacielem, a ja jego i to nam bardzo pomaga. Przyznam, że jestem niespokojną duszą, która kiedy tyl­ko zamyka oczy, żeby odpocząć, to wymyśla nowy projekt. Lubię, jak coś się dzieje, a swoimi pomysła­mi w pierwszej kolejności dzielę się z Łukaszem.

Niedawno na afiszach teatralnych za­gościła sztuka pt. „Wstyd”, w której razem z Szymonem Bobrowskim od­grywacie główne role. Podobno bardzo lubicie ze sobą pracować, a kiedy zda­rzają się jakieś wpadki, to doskonale ratujecie się z opresji.

Z Szymonem znamy się od lat. Mamy za sobą wiele wspólnych tytułów. Do­skonale nam się razem gra. To świetny aktor i fantastyczny przyjaciel. Mamy do siebie ogromne zaufanie. Praca z ludźmi, których się nie tylko ceni za talent i warsztat, ale także po prostu lubi, to duży przywilej. Zdarzyło mi się niedawno pomylić podczas spektaklu. Szymon szybko się zorientował, że coś jest nie tak i w taki sposób poprowa­dził akcję, że widzowie nawet się nie zorientowali (uśmiech). Jesteśmy tyl­ko ludźmi i każdy ma prawo na błędy. Najważniejsze, żeby zawsze trzymać się razem i grać do jednej bramki.

W dzisiejszych czasach artyści narażeni są na ogromny hejt. Z pewnością i Ciebie też on dotyka. Jak sobie z nim radzisz?

Od dawna nie czytam komentarzy na swój temat i nie wchodzę w polemikę z osobami, które bezpodstawnie kryty­kują innych tylko po to, żeby samemu poczuć się lepiej. Nie boję się konstruk­tywnej krytyki, ale jeśli ktoś nie mówi mi czegoś wprost, a jedynie wypisuje coś pod zdjęciami czy artykułami, to staram się tym nie przejmować. Nie zatruwam się negatywnymi emocjami. Po prostu robię swoje. Cieszę się, że wciąż mnie zatrud­niają w filmach i spektaklach i dopóki ludzie będą bić brawo po moich wystę­pach, to będę zadowolona i nie zejdę ze sceny. W każdą pracę wkładam całe swoje serce i przygotowuję się do niej rzetelnie. Nie robię niczego wbrew sobie. Wierzę, że dając z siebie wszystko i przekazując wi­dzom swoją pozytywną energię, z drugiej strony otrzymam to samo.

Przed laty porzuciłaś grę na skrzyp­cach. Myślałaś kiedyś, żeby do tego wrócić?

Nauka gry na skrzypcach wiele mi dała, ale ten etap mam za sobą. Dziś wiem, że już do tego nie wrócę, bo to już nie jest moje. Ta umiejętność wymaga wy­jątkowego skupienia, wielogodzinnych ćwiczeń, precyzji i poświęcenia. Teraz jestem na innym etapie życia.

W jakim miejscu widzisz siebie za dzie­sięć lat?

Chciałabym pracować jednocześnie w Polsce i we Włoszech, ale z przewagą czasu spędzanego w Toskanii. Uwiel­biam tamtejszą pogodę. Czuję się tam wspaniale. Uwielbiam włoski klimat, nie umiem jednak zostawić Warszawy, któ­rą kocham, i teatru. Pewnie ciągle będę dzielić życie pomiędzy oba kraje. Na szczęście mamy dobre połączenia i ta­nie linie lotnicze. Wielokrotnie zdarzało mi się spontanicznie wracać do Polski na spektakl czy plan zdjęciowy, co nie stanowiło większego problemu. Wszystko daje się pogodzić.

Ostatnio dość popularne są hasła o ko­biecej solidarności, siostrzeństwie itp. Wierzysz we wzajemną siłę kobiet?

Analizując swoje życie, doszłam do wnio­sku, że mam szczęście do ludzi, w tym również do kobiet. Wierzę w moc kobie­cej solidarności. Kobiety, które spotykam na swojej drodze, potrafią się naprawdę szczerze wspierać. Mam wokół siebie wie­le życzliwych dziewczyn. Jestem dumna z tego, że my, Polki, potrafimy walczyć o swoje marzenia, o biznesy i o drugie­go człowieka. To wszystko napawa mnie wewnętrzną radością.

W jaki sposób dbasz o siebie? Czy masz jakieś swoje ulubione rytuały związane z pielęgnacją?

Staram się zdrowo odżywiać, chociaż czasem sięgnę po coś słodkiego. Nie­dawno koleżanka poleciła mi trenerkę, więc mam w planach regularne ćwicze­nia. Jeśli chodzi o pielęgnację – moją skórę wystawianą raz na słońce, a in­nym razem na światła reflektorów – ratuje mnie Saturnia, ale testuję także inne kosmetyki, często polskich marek.

Rozmawiała: Martyna Rokita

Źródło: Law Business Quality

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

bannery-www-336x280_2

Related articles

Kiedy „dawanie wartości” zaczyna szkodzić biznesowi?

W erze social mediów przedsiębiorcy są bombardowani jednym komunikatem: „dawaj jak najwięcej za darmo”. Eksperci publikują obszerne poradniki,...

Przygotowanie – niewidzialny fundament sukcesu w biznesie

W świecie biznesu często podziwiamy efekt końcowy. Widzimy charyzmatyczną prelegentkę na scenie, świetnie poprowadzoną konferencję, perfekcyjnie przygotowaną prezentację...

Niewyspany jak Polak. Wnioski z badania opinii publicznej

Ponad połowa Polaków dobrze wysypia się tylko cztery dni w tygodniu, a nawet rzadziej – wynika z najnowszego...

Zmiana pracy procentuje. Aż 92% pracowników poleciłoby ją innym

Aż 92% osób, które zmieniły pracę w ciągu ostatnich pięciu lat, poleciłoby ten krok innym, a 84% postrzega...