Coraz częściej dzieci w szkole oraz nauczyciele doświadczają hejtu. Zjawisko staje się palącym problemem, nad którym warto się pochylić i wdrożyć zmiany systemowe. Jednak według Justyny Chrupek, właścicielki Edulandii Kreatywnej Pracowni Edukacyjnej, ważniejsze niż procedury jest coś innego – codzienna uważność w relacji z dzieckiem oraz rozwijanie realnej współpracy między nauczycielami i rodzicami. O tym, a także o tworzeniu miejsca z pasją, w którym można otrzymać praktyczne wsparcie, własnym doświadczeniu hejtu i zrozumieniu, czym jest, a czym na pewno nie jest hejt – opowiada w wywiadzie z Iloną Adamską.
Hejt bardzo często bywa bagatelizowany jako „żart” lub „normalny element dorastania”. Jakie Pani zdaniem są najbardziej niebezpieczne konsekwencje takiego podejścia – zwłaszcza dla dzieci, które doświadczają długotrwałego odrzucenia i niewidzialności?
Bagatelizowanie hejtu jako żartu lub naturalnego etapu dorastania jest jednym z najbardziej destrukcyjnych mechanizmów, jakie obserwuję w pracy z dziećmi. Taki przekaz sprawia, że dziecko bardzo szybko zaczyna wierzyć, że jego emocje są nieważne, przesadzone albo kłopotliwe dla otoczenia. W efekcie przestaje mówić o tym, co je boli. Szczególnie niebezpieczna jest długotrwała niewidzialność – sytuacja, w której dziecko nie doświadcza jednej spektakularnej formy przemocy, ale stale funkcjonuje na marginesie grupy: bez zaproszeń, bez głosu, bez poczucia przynależności. To stan ciągłego napięcia, czujności i samotności.
Takie doświadczenia bardzo silnie wpływają na budowanie obrazu siebie. Dziecko zaczyna wierzyć, że „coś z nim jest nie tak”, że musi się dopasować albo zniknąć. Te przekonania często zostają z nim na lata i rzutują na dorosłe relacje, granice oraz poczucie własnej wartości.
Z Pani obserwacji wynika, że dzieci rzadko same nazywają swoje doświadczenia hejtem. Jak pomóc im nauczyć się rozpoznawać granice między żartem a przemocą oraz bez lęku mówić o tym, co je rani?
Dzieci bardzo często nie mają języka do nazywania tego, czego doświadczają. Mówią, że to był żart, zabawa albo „nic takiego”, bo boją się odrzucenia, etykiety osoby skarżącej się albo eskalacji konfliktu. Dlatego kluczowe jest uczenie dzieci rozpoznawania sygnałów z własnego ciała i emocji. Zawsze podkreślam, że żart to sytuacja, po której obie strony czują się dobrze. Jeśli po „żarcie” zostaje wstyd, smutek, napięcie lub chęć zniknięcia – mamy do czynienia z przemocą emocjonalną, nawet jeśli była opakowana w śmiech.
Równie ważna jest reakcja dorosłych. Jeśli pierwszą odpowiedzią jest umniejszanie albo ocenianie, dziecko zamyka się w sobie. Empatyczne wysłuchanie i nazwanie emocji daje mu sygnał, że jego doświadczenie jest realne i zasługuje na uwagę.
Jaką rolę odgrywa dziś dojrzałość emocjonalna rodziców w przeciwdziałaniu hejtowi wśród dzieci?
Dojrzałość emocjonalna rodziców ma fundamentalne znaczenie. Dzieci uczą się przede wszystkim przez obserwację – sposobu mówienia o innych, reagowania na konflikty, komentowania rzeczywistości. To, co słyszą w domu, bardzo szybko przenoszą do relacji rówieśniczych. Rodzice dzieci doświadczających hejtu często czują ogromną bezradność, szczególnie gdy spotykają się z zaprzeczaniem lub agresją ze strony innych dorosłych. Z kolei rodzicom dzieci krzywdzących bywa trudno przyjąć odpowiedzialność, bo konfrontacja z takim faktem jest bolesna.
Dojrzałość emocjonalna polega właśnie na gotowości do refleksji, rozmowy i uczenia dziecka empatii, zamiast obrony za wszelką cenę. Bez tego nie ma realnej zmiany.
Wspomina Pani o nauczycielach, którzy coraz częściej stają się obiektem hejtu ze strony uczniów i rodziców. Jakie systemowe i społeczne zmiany byłyby – Pani zdaniem – konieczne, aby przywrócić im poczucie bezpieczeństwa, autorytetu i sensu pracy?
Hejt wobec nauczycieli to temat, który jest mi bardzo bliski zarówno zawodowo, jak i prywatnie. W Edulandii na co dzień współpracuję z nauczycielami i widzę, jak bardzo są dziś przeciążeni emocjonalnie, jak często mierzą się z podważaniem autorytetu, brakiem zaufania i presją ze strony rodziców oraz uczniów. Coraz częściej słyszę, że niezależnie od zaangażowania i wysiłku, nauczyciele czują się oceniani i pozostawieni sami z trudnymi sytuacjami.
Dodatkowo w mojej rodzinie jest wielu nauczycieli, dlatego obserwuję z bliska, jak bardzo zmienił się ten zawód na przestrzeni lat. Coraz rzadziej mówi się już tylko o wyzwaniach dydaktycznych, a coraz częściej o poczuciu bezsilności, osamotnienia i wypalenia. Ten stan nie bierze się z braku kompetencji, ale z długotrwałego napięcia i braku realnego wsparcia.
Warto też głośno powiedzieć o zjawisku hejtu wewnątrz samego środowiska nauczycielskiego. Szczególnie często dotyka on nauczycieli, którzy chcą wyjść poza utarte schematy, pracować inaczej, wprowadzać nowe metody, większą uważność na emocje dzieci czy niestandardowe rozwiązania. Zamiast wsparcia spotykają się czasem z ironią, podważaniem kompetencji lub komunikatem: „nie wychylaj się”, „zawsze robiliśmy to inaczej”. Taki hejt skutecznie odbiera odwagę i zamyka przestrzeń na rozwój.
Z perspektywy systemowej konieczne są jasne procedury chroniące nauczycieli przed przemocą słowną i psychiczną oraz realne wsparcie psychologiczne. Jednak równie ważna jest zmiana społecznej narracji wokół zawodu nauczyciela – zarówno na linii szkoła–rodzice, jak i wewnątrz zespołów pedagogicznych. Bez odbudowania wzajemnego szacunku i poczucia wspólnoty trudno mówić o trwałej zmianie.
Na podstawie rozmów i współpracy z nauczycielami przygotowuję obecnie programy wsparcia skoncentrowane na wzmacnianiu pewności siebie, koncentracji i spokoju wewnętrznego. Widzę ogromną potrzebę pracy nad regulacją emocji i budowaniem wewnętrznych zasobów, ponieważ nauczyciel, który czuje się bezpiecznie i ma kontakt ze swoją siłą, dużo łatwiej stawia granice i nie rezygnuje z bycia sobą.
Przywrócenie sensu pracy nauczycielom nie zaczyna się wyłącznie od zmian w przepisach, ale od realnej współpracy – zarówno w środowisku nauczycielskim, jak i pomiędzy nauczycielami, rodzicami, przełożonymi oraz samymi uczniami. To dobro dziecka powinno być w centrum wszystkich działań, rozmów i decyzji. Bez dialogu i wspólnej odpowiedzialności, napięcia będą narastać kosztem tych, którzy są w tym systemie najważniejsi.
Hejt bardzo silnie uderza w poczucie własnej wartości. Jakie pierwsze sygnały ostrzegawcze – zarówno u dzieci, jak i dorosłych – powinny nas zaniepokoić i skłonić do reakcji?
Jednym z pierwszych i najczęściej pomijanych sygnałów ostrzegawczych jest wycofanie. Dziecko, które wcześniej było aktywne lub komunikatywne, zaczyna milczeć, unikać kontaktu, wyraźnie ogranicza swoje zaangażowanie. Często towarzyszy temu przekonanie, że „wszystko jest w porządku”, mimo że zachowanie wyraźnie się zmienia.
U dzieci doświadczanie hejtu może objawiać się również niechęcią do szkoły, dolegliwościami somatycznymi, takimi jak bóle brzucha czy głowy, problemami ze snem, nagłymi wahaniami nastroju lub zwiększoną drażliwością. U dorosłych z kolei pojawia się spadek pewności siebie, nadmierna samokrytyka, lęk przed oceną oraz stopniowe wycofywanie się z relacji i aktywności, które wcześniej sprawiały przyjemność.
Szczególnie niepokojąca jest cisza. Brak skarg czy sygnałów nie oznacza, że problem nie istnieje – bardzo często oznacza, że dana osoba nie czuje się bezpiecznie, by o nim mówić. Dlatego tak ważna jest uważność dorosłych i reagowanie na pierwsze, nawet subtelne zmiany w zachowaniu, zanim dojdzie do pogłębienia ran emocjonalnych.
Jako przedsiębiorczyni doświadczyła Pani hejtu w momentach rozwoju i podejmowania ryzyka. Jak z perspektywy czasu ocenia Pani wpływ tych doświadczeń na własną odporność psychiczną i sposób podejmowania decyzji biznesowych?
Moment zakładania Edulandii i wprowadzania nowych działań był dla mnie czasem ogromnej odwagi, ale też dużej wrażliwości. To były decyzje oparte na pasji i poczuciu sensu, a jednocześnie niosące ze sobą ryzyko. Właśnie wtedy pojawiły się głosy, które bardzo bolały – szczególnie dlatego, że pochodziły nie od obcych ludzi, ale od osób z mojego otoczenia, czasem nawet tych, których uważałam za przyjaciół. Słyszałam, że „to się nie uda”, że „lepiej wrócić na etat”, że „inni robią to lepiej”, a nawet pytania podważające moje kompetencje. Były momenty, w których te słowa zostawały ze mną na długo. Pojawiała się wątpliwość, porównywanie się, wewnętrzny dialog pełen niepewności.
Z perspektywy czasu widzę jednak bardzo wyraźnie, że ten hejt nie dotyczył mnie ani Edulandii, ale lęków i ograniczeń innych osób. Gdybym wtedy pozwoliła, by te głosy decydowały za mnie, prawdopodobnie nie robiłabym dziś tego, co naprawdę kocham i co realnie pomaga dzieciom oraz ich rodzinom. Jednak gdyby nie wsparcie najbliższej rodziny na tamtym etapie życia i świadomości, nie wiem, czy Edulandia w ogóle by powstała.
Pomocne okazało się dla mnie zadawanie sobie kilku prostych pytań. Po pierwsze: czy osoba, która mnie krytykuje, jest w miejscu, do którego ja zmierzam? Po drugie: czy osiągnęła to, co ja chcę osiągnąć? Jeśli odpowiedzi na te pytania brzmią „nie”, łatwiej zostawić takie głosy poza sobą i nie pozwolić im decydować o własnej drodze. Te doświadczenia wzmocniły moją odporność psychiczną i nauczyły podejmowania decyzji w oparciu o wartości i sens, a nie strach przed oceną. Dziś wiem, że rozwój bardzo często wywołuje opór – i nie jest to sygnał, by się zatrzymać.
Edulandia to nie tylko firma, ale również przestrzeń relacji i wsparcia. Jakie wartości stanowią fundament Pani filozofii prowadzenia tego miejsca i w jaki sposób przekładają się one na codzienne decyzje?
Od początku wiedziałam, że Edulandia nie ma być tylko miejscem zajęć pozalekcyjnych. Chciałam stworzyć przestrzeń, w której dziecko jest ważne nie tylko ze względu na umiejętności czy wyniki, ale przede wszystkim jako człowiek – ze swoimi emocjami, historią i potrzebami.
Fundamentem Edulandii są relacje, bezpieczeństwo emocjonalne i uważność. To oznacza realne słuchanie dzieci, reagowanie na sygnały, które czasem są bardzo subtelne, oraz budowanie atmosfery, w której nie trzeba udawać, że wszystko jest w porządku.
Te wartości przekładają się na codzienne decyzje organizacyjne: sposób komunikacji w zespole, reagowanie na trudne sytuacje, współpracę z rodzicami. Czasem oznacza to wolniejsze tempo, więcej rozmów i refleksji, zamiast szybkich rozwiązań. To nie zawsze jest najłatwiejsza droga, ale jedyna, która daje poczucie sensu i realnie wspiera rozwój dzieci.
Ukończenie Akademii Trenerów Mentalnych dało Pani konkretne narzędzia pracy z emocjami. Jakie umiejętności uważa Pani dziś za kluczowe, aby dzieci i dorośli potrafili radzić sobie z hejtem i budować wewnętrzną siłę?
Akademia Trenerów Mentalnych uporządkowała wiele rzeczy, które intuicyjnie czułam już wcześniej, i dała mi konkretne narzędzia do pracy z emocjami oraz poczuciem własnej wartości. Dziś widzę bardzo wyraźnie, że kluczowe umiejętności są uniwersalne – potrzebne zarówno dzieciom, jak i dorosłym. Pierwszą z nich jest świadomość emocji, czyli umiejętność zauważania i nazywania tego, co się ze mną dzieje. Drugą – stawianie granic, rozumiane nie jako agresja, ale jako ochrona siebie. Trzecią jest budowanie poczucia własnej wartości niezależnego od opinii otoczenia. Bardzo ważna jest też umiejętność proszenia o pomoc i akceptowania swojej wrażliwości. Odporność psychiczna nie polega na ignorowaniu hejtu, ale na tym, by nie definiować siebie przez cudze słowa. Tego właśnie staram się uczyć dzieci i rodziców w Edulandii.
Gdyby mogła Pani przekazać jedną najważniejszą myśl dorosłym – rodzicom, nauczycielom, liderom – którzy mają realny wpływ na dzieci, co by to było?
Powiedziałabym, że największą ochroną przed hejtem nie są procedury, regulaminy ani jednorazowe akcje społeczne, ale codzienna, uważna relacja z dzieckiem. Dziecko, które czuje się widziane, słyszane i traktowane poważnie, ma znacznie większą odporność psychiczną i odwagę, by mówić o tym, co je rani. Każdego dnia – często zupełnie nieświadomie – uczymy dzieci, kim są i ile są warte. Robimy to przez słowa, reakcje, ale też przez milczenie. Hejt nie zaczyna się w internecie. Zaczyna się tam, gdzie brakuje empatii, rozmowy i odwagi, by reagować.
Dobra wiadomość jest taka, że każdy dorosły ma realny wpływ na to, by ten schemat przerwać. Czasem wystarczy jedno uważne pytanie, jedno „widzę cię”, jedno „to, co czujesz, jest ważne”. Od takich momentów zaczyna się prawdziwa zmiana.

Justyna Chrupek
Właścicielka Edulandii Kreatywnej Pracowni Edukacyjnej, miejsca zajęć pozalekcyjnych łączącego edukację z rozwojem kompetencji emocjonalnych i społecznych. Pracuje z dziećmi, rodzicami i nauczycielami, koncentrując się na wzmacnianiu pewności siebie, poczucia własnej wartości, koncentracji oraz budowaniu bezpiecznych relacji. Absolwentka Akademii Trenerów Mentalnych. W Edulandii realizuje działania odpowiadające na potrzeby, które często pozostają pomijane w systemie edukacji, a mają kluczowe znaczenie dla funkcjonowania w dorosłym życiu.
***
Tekst pochodzi z książki Hejt bez filtra, która dostępna jest na stronie ikmag.pl/sklep.



