Jej sukces nie jest Twoją porażką. Dlaczego kobietom tak trudno kibicować sobie nawzajem?

Date:

Share post:

Kiedy ostatni raz naprawdę ucieszyłaś się z sukcesu innej kobiety? Nie wtedy, gdy wypadało napisać „gratuluję”. Nie wtedy, gdy zostawiłaś serduszko pod jej zdjęciem. Mam na myśli ten rzadszy moment, kiedy jej sukces ucieszył Cię bez porównywania, bez cichej myśli: „ona ma łatwiej”, „jej się udało”, „ciekawe, kto jej pomógł”.



Bo czasami cudzy sukces zamiast inspirować, uruchamia w nas zupełnie inny mechanizm psychologiczny tzw. porównanie społeczne skierowane w górę, które zamiast motywować, potrafi obniżać poczucie własnej wartości.

Pojawia się zazdrość. Porównywanie. Rozdrażnienie. Poczucie, że jesteśmy w tyle. I choć rzadko chcemy się do tego przyznać, w tym właśnie momencie zaczynamy odbierać cudzy sukces jak własną porażkę, mimo że obiektywnie nie mają one ze sobą nic wspólnego.

„Dlaczego ona może, a ja nie?

Kobieta otwiera własny biznes. Inna zaczyna mówić głośno o swoich sukcesach. Kolejna zmienia sylwetkę, rozwija się, podróżuje, awansuje albo podejmuje decyzję, na którą sama od dawna nie miała odwagi.

I pojawia się myśl: „Też bym tak chciała”.

To zdanie samo w sobie nie jest problemem jest naturalnym sygnałem własnej potrzeby. Z punktu widzenia pracy nad psychiką to właśnie moment, w którym decyduje się bardzo wiele: czy potraktujemy tę myśl jako informację o sobie, czy jako pretekst do skierowania frustracji na drugą kobietę.

„Ona ma kontakty.” „Pewnie miała łatwiej.” „Zobaczymy, jak długo to potrwa.” „Nie jest wcale taka dobra.” „Ma po prostu szczęście.”

Tylko że za tymi zdaniami bardzo rzadko stoi prawda o niej. Stoi za nimi nasze własne poczucie braku. W psychologii ten mechanizm bliski jest dewaluacji, czyli obronnej strategii, która pomniejsza cudze osiągnięcie po to, żeby zmniejszyć własny dyskomfort. Im mniej warta jest jej wygrana, tym mniej boli to, że sama jeszcze jej nie mam.

Zazdrość nie zawsze mówi: „chcę mieć to, co ona”, czasami mówi: „Chciałabym mieć odwagę, którą ona ma.”

W mojej pracy zarówno jako trenerki mentalnej, jak i psychodietetyczki zazdrość traktuję jako jeden z najbardziej niedocenianych sygnałów. Nie jako dowód na to, że jesteśmy złymi ludźmi, tylko jako informację zwrotną o obszarze, w którym mamy niezaspokojoną potrzebę.

Bo być może kobieta, której zazdrościsz, nie pokazuje Ci tego, czego jej brakuje. Pokazuje Ci to, czego brakuje w Twojej relacji z samą sobą.

Problem zaczyna się od porównywania

Żyjemy w czasach permanentnej ekspozycji na cudze życie, w których porównywanie stało się niemal odruchem poznawczym.

Widzimy efekt, ale nie widzimy procesu. Widzimy piękny biznes, ale nie widzimy nieprzespanych nocy. Widzimy pewną siebie kobietę, ale nie wiemy, ile razy wcześniej bała się zrobić pierwszy krok. Widzimy jej ciało, ale nie znamy jej historii z tym ciałem, a jako psychodietetyczka wiem, jak wiele niewidocznej pracy, wyrzeczeń i trudnych momentów kryje się za samą „metamorfozą”. Widzimy sukces, ale nie widzimy ceny, jaką czasem trzeba było za niego zapłacić.

Porównujemy więc swoje kulisy do czyjejś sceny. A potem dziwimy się, że czujemy się niewystarczające.

W bardzo łatwy sposób możemy zrobić coś zupełnie innego. Możemy zobaczyć kobietę, która odniosła sukces, i zamiast pytać: „Dlaczego ona, a nie ja?” Zapytać: „Czego mogę się od niej nauczyć?”.

Możemy polecić jej biznes, wysłać jej klientkę, powiedzieć innej kobiecie: „widzę, ile pracy w to wkładasz”. Podać jej rękę zamiast czekać, aż się potknie. Mówić o kobietach dobrze także wtedy, kiedy nie ma ich w pokoju. To umiejętność, którą jak każdą inną da się wyćwiczyć: małymi, powtarzalnymi gestami, aż stanie się odruchem. Tylko trzeba tego chcieć!

Kobieta kobiecie może być konkurencją. Ale może być też wsparciem

Nie chodzi o to, żebyśmy zawsze się ze sobą zgadzały. Nie każda kobieta musi być naszą przyjaciółką. Nie każda musi nam odpowiadać. Nie każda współpraca będzie dobra. Zdrowe relacje nie polegają na udawaniu, że wszystkie jesteśmy takie same. Chodzi o coś znacznie prostszego: nie musimy siebie pomniejszać, żeby poczuć się większe.

Możemy być ambitne i jednocześnie wspierające. Możemy chcieć sukcesu i jednocześnie cieszyć się sukcesem innych. Możemy mieć własne cele, nie odbierając wartości celom innych kobiet. I możemy zrozumieć, że sukces nie jest tortem, z którego dla nas zostanie mniejszy kawałek tylko dlatego, że inna kobieta dostała większy kawałek.

Najważniejsza rywalizacja i tak odbywa się gdzie indziej

W swojej pracy jako trenerka mentalna bardzo często wracam do jednej obserwacji: największą zmianę zaczynamy nie od tego, jak oceniamy inne kobiety, ale od tego, jak rozmawiamy ze sobą. Największym problemem rzadko jest to, że zazdrościmy innej kobiecie. Znacznie częściej jest nim to, że przez cały czas czujemy, że musimy być od niej lepsze, żeby czuć się wystarczające. A nie musimy. Nie musisz być najładniejsza. Nie musisz mieć największego biznesu, więcej pieniędzy ani więcej obserwujących. Nie musisz być najbardziej wysportowana, najbardziej przedsiębiorcza ani najbardziej pewna siebie.

Twoja wartość nie rośnie wtedy, kiedy inna kobieta odnosi porażkę. I nie maleje wtedy, kiedy ona odnosi sukces.  Kiedy widzisz kobietę, która zrobiła coś, czego Ty jeszcze nie zrobiłaś, możesz pomyśleć: „ona jest lepsza ode mnie”. Ale możesz też przeformułować tę myśl: „skoro ona znalazła swoją drogę, być może ja też mogę znaleźć swoją”. To jedna z najbardziej znaczących zmian poznawczych, jakich można dokonać w pracy nad sobą.

To nie oznacza kopiowania cudzego życia. Wręcz przeciwnie, jej historia jest tylko dowodem, że dana możliwość w ogóle istnieje. A potem przychodzi czas na zbudowanie własnej, autentycznej drogi.

Zacznijmy więc od małych gestów

Polećmy kobietę, której ufamy. Powiedzmy jej, że dobrze sobie radzi. Kupmy produkt od małej kobiecej marki. Udostępnijmy czyjąś pracę. Podzielmy się kontaktem. Zaprośmy do współpracy zamiast od razu widzieć konkurencję. I przede wszystkim przestańmy czekać na moment, kiedy druga kobieta przestanie odnosić sukcesy, żebyśmy same mogły poczuć się wystarczające. Bo prawda jest taka: jej sukces nie jest Twoją porażką. Możesz patrzeć na nią i nadal wybierać siebie.

Możesz podziwiać ją i jednocześnie budować własną drogę. Możesz jej kibicować, nawet jeśli sama jesteś jeszcze w połowie swojej drogi. A kiedy nauczymy się robić to naprawdę, kobieta kobiecie przestanie być konkurencją. Zacznie być inspiracją, wsparciem i przypomnieniem, że żadna z nas nie musi iść przez życie sama.

Może właśnie o to chodzi w kobiecej sile. Nie o to, żeby być najlepszą z nas.Tylko o to, żebyśmy potrafiły być dobre dla siebie nawzajem.

Natalia Komkowska – certyfikowana trenerka mentalna i psychodietetyczka, specjalizująca się w pracy z kobietami oraz dziećmi.

Na co dzień wspiera swoich podopiecznych w odzyskiwaniu wewnętrznej równowagi, poczucia kontroli oraz wpływu na własne życie, ciało i umysł. Pomaga kobietom funkcjonującym pod presją odnaleźć spokój, wzmocnić odporność psychiczną oraz budować trwałe fundamenty wewnętrznej równowagi.

W swojej pracy łączy trening mentalny, psychodietetykę oraz świadomą pracę z emocjami i nawykami, integrując holistyczne podejście do zdrowia psychicznego, fizycznego i emocjonalnego. Jej metody opierają się na głębokim zrozumieniu mechanizmów wpływających na decyzje, relacje i codzienne funkcjonowanie człowieka.

Tworzy bezpieczną przestrzeń do autentycznej i trwałej zmiany – takiej, która nie opiera się na chwilowej motywacji, lecz na świadomej transformacji, prowadzącej do odzyskania równowagi i powrotu do siebie.

fot. Freepik.com

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

bannery-www-336x280_2

Related articles

Koniec multitaskingu! Dzięki tym radom, będziesz lepiej zarządzać czasem

Okazuje się, że promowany w ostatnich latach multitasking, wcale nie jest dobry dla naszego mózgu. Robienie wielu rzeczy...

Jak wybaczać sobie błędy w biznesie? Dojrzała przedsiębiorczość zaczyna się tam, gdzie kończy się perfekcjonizm

Podjęłaś złą decyzję, zaufałaś niewłaściwej osobie, zainwestowałaś pieniądze w projekt, który nie przyniósł oczekiwanych rezultatów. Być może zbyt...

Nie tylko online. Dlaczego silne marki nadal wybierają prasę?

Silna marka nie musi być wszędzie. Powinna być tam, gdzie jej obecność buduje wartość, prestiż i zaufanie. W...

Ambicja bez presji. Czy można odnieść sukces i żyć po swojemu?

Żyjemy w czasach, w których niemal wszystko można zrobić szybciej, lepiej i bardziej efektywnie. Można więcej pracować, więcej...