Czy uzależnienie ma płeć i dlaczego nadużywanie alkoholu przez meżczyzn jest bardziej akceptowalne?
“Sama nie pamiętam jak to się zaczęło…”
Tym zdaniem zaczynał się monodram, w którym grałam rolę kobiety uzależnionej od alkoholu. Był rok 2001, trzecia klasa liceum. Jeździliśmy z przedstawieniem na temat uzależnień od substancji psychoaktywnych po szkołach w całym regionie. Czułam, że żyję… Zawsze chciałam zostać aktorką… Jednak jedna myśl już na tamten moment nie dawała mi spokoju. Czułam całą sobą, że opowiadam historię prawdziwą, opowiadam o sobie…
I faktycznie, zaczęło się niewinnie. Pierwsze imprezy, śmiech, plastikowe kubki i to uczucie, że dziewczyna z prowincji w końcu pasuje.
Nie piłam dla smaku. Nalewka porzeczkowa rozcieńczona z gazowaną wodą mineralną nie smakuje wybornie. Piłam, żeby być częścią grupy. Piłam, żeby nie odstawać. Piłam, zeby nie czuć, ze jestem “za bardzo” albo “nie dość”.
Na początku alkohol był narzędziem integracji. Potem – regulacji emocji. A na końcu – koniecznością.
Minęło dwadzieścia lat zanim powiedziałam na głos “mam problem”. Jeżeli czegoś nie zmienię, to umrę.
Tak… Byłam o krok od śmierci.
Z kostuchą, w progu mej sypialni, przybijałam każdego ranka piątkę.
Dlaczego tak późno?
Badania pokazują, że okres dorastania jest kluczowy dla rozwoju wzorców picia. Im wcześniejszy kontakt z alkoholem, tym większe ryzyko uzależnienia w dorosłości. Dzisiaj w wieku szkolnym presja grupy i potrzeba przynależności są jednym z najsilniejszych mechanizmów kształtujących zachowanie i osobowość.
Dla wielu młodych dziewcząt alkohol nie jest tylko substancją – jest społecznym biletem wstępu. Psychologia społeczna jasno wskazuje, że młode kobiety częściej, niż chłopcy internalizują ocenę grupy i dostosowują swoje zachowanie, aby uniknąć odrzucenia. W kulturze, w której bycie lubianą jest silnie powiązane z kobiecością, odmowa picia jest często odczytywana jako wyłamywanie się poza normy.
Ale gdzie jest norma? Kto steruje widełkami??
Dwadzieścia lat później – butla i przerażająca cisza
Mija czas. Zmienia się kontekst. Znikają imprezy, pojawiają się role: partnerki, żony, matki, pracownicy, właścicielki firmy. I wtedy zaczyna się osobista tragedia. Picie schodzi do ukrycia, bo kobiety częściej niż mężczyźni piją w samotności, starają się długo maskować problem. Alkohol staje się sposobem radzenia sobie z przeciąeniem emocjonalnym, stresem, poczuciem winy, poczuciem wstydu, samotnością i niespełnieniem. I tu już zabawa się kończy. Zaczyna się regulacja napięcia. I pojawia się błędne koło. Im większy problem, tym większy wstyd, tym większa potrzeba jego ukrycia.
Czy wstyd ma płeć?
W Polsce uzależnienie od alkoholu nadal ma silny wymiar płciowy. O mężczyznach mówimy “pogubił się chłop”, O kobiecie “upadła”, “wyrodna matka”.
To, że nie jest to tylko różnica językowa, a różnica w poziomie społecznej akceptacji, przekonałam się mocno na własnej skórze.
Odbierając telefony od najbliższych, będąc w zamkniętym ośrodku odwykowym słyszałam… “Jak Ty powiesz pracownikom? Stracą szacunek do Ciebie… Stracisz autorytet…”
Bolało dwa razy bardziej… To był moment, kiedy uświadomiłam sobie, że przepaść nie zniknęła. zasłoniły ją tylko cierniste krzaki.
Zaczęłam szukać, czytać. Chciałam zrozumieć. Przekonać się, ze nie tylko ja czuję ogromną niesprawiedliwość.
Badania i analizy wykazują, ze alkoholizm kobiet jest oceniany znacznie surowiej, ponieważ stoi w sprzeczności ze stereotypem “Matki Polki” i opiekuńczej, kontrolującej siebie kobiety. Z perspektywy klinicznej, ale przede wszystkim z mojego doświadczenia, jest to jeden z najbardziej charakterystycznych momentów, przez który kobiety zgłaszają się na terapię dopiero w głębokim kryzysie. Dopiero po dwudziestu latach trafiam na terapię, nie dlatego, że nagle zrozumiałam, ale dlatego, że juz nie miałam siły udawać, nie miałam siły żyć. Nagle pojawił się moment, gdzie ciche picie przestało być możliwe. Ciało odmówiło posłuszeństwa. Lęk był większy niż wstyd. Nadszedł moment przełomu, moment decyzji… Ale dlaczego tak poźno?
Przecież mogłam wcześniej…
Nie trafiamy na terapię późno dlatego, że jesteśmy słabsze. Trafiamy później z wielu powodów.
– żyjemy pod większą presją społeczną
– silniej doświadczamy wstydu, hejtu i stygmatyzacji
– dłużej ukrywamy problem
– próbujemy “ogarnąć wszystko same”
A uzależnienie hula w ciszy. Rozgaszcza się na dobre. To najgroźniejszy mechanizm podtrzymujący chorobę.
“Cicho piłam, głośno przestałam” to nie tylko zdanie wyrwane z kontekstu… to opis drogi, mojej drogi i wielu kobiet w Polsce.
Drogi od potrzeby akceptacji – do walki o przetrwanie.
A potem wyboru…
“Ja już tak nie chcę, wybieram nie pić”.

Emilia Mazik – jest certyfikowaną trenerką mentalną, która wspiera przedsiębiorczynie, właścicielki firm, kobiety pracujące na etacie oraz te znajdujące się na życiowym zakręcie. Jeszcze kilka lat temu sama była w miejscu, w którym dziś znajduje się wiele jej klientek – funkcjonowała „normalnie”, prowadząc biznes i dbając o życie zawodowe oraz rodzinne, jednocześnie mierząc się z trudnościami, które wymagały odwagi, by je dostrzec i nazwać.
Z własnego doświadczenia wie, jak wiele siły potrzeba, by przyznać przed sobą, że potrzebna jest pomoc, oraz jak wymagająca jest droga do życia w zgodzie z własną prawdą. Obecnie, będąc na końcowym etapie studiów psychologicznych, łączy wiedzę z zakresu treningu mentalnego i psychologii z tym, co najcenniejsze – autentycznym, osobistym doświadczeniem.
W swojej pracy towarzyszy kobietom na początku ich drogi – drogi do siebie, do wolności i do życia w zgodzie z własnymi wartościami. Pomaga odzyskać poczucie sprawczości, uporządkować emocje oraz zbudować życie, które nie wymaga ucieczki.



Bez zbędnego zadęcia, a jednak z treścią – szanuję.Mało który tekst sprawia, że zatrzymuję się na stronie na dłużej – ten się udał. Treść dobrze wyważona – nie za dużo, nie za mało. Widać, że ktoś tu nie tylko pisze, ale też dogłębnie przemyślał temat.