Żyjemy w czasach, w których niemal wszystko można zrobić szybciej, lepiej i bardziej efektywnie. Można więcej pracować, więcej zarabiać, więcej osiągać, lepiej wyglądać, skuteczniej zarządzać czasem, rozwijać biznes, budować markę osobistą, dbać o relacje, podróżować, uprawiać sport i jeszcze znaleźć chwilę na rozwój osobisty. Teoretycznie mamy więcej możliwości niż kiedykolwiek wcześniej. Paradoks polega na tym, że wraz z nimi otrzymałyśmy również ogromną liczbę powodów, żeby każdego dnia czuć, że wciąż robimy za mało.
Presja stała się jednym z najbardziej charakterystycznych elementów współczesnego życia. Szczególnie dobrze znają ją kobiety aktywne zawodowo, przedsiębiorczynie, menedżerki i właścicielki firm. Oczekiwania płyną ze wszystkich stron, ale z czasem najtrudniejsza do zniesienia staje się ta presja, którą same zaczynamy wywierać na siebie. Jeszcze jeden projekt. Jeszcze jeden klient. Jeszcze jeden cel. Jeszcze trochę większe obroty. Jeszcze lepsza sylwetka. Jeszcze więcej czasu dla rodziny. Jeszcze bardziej uporządkowane życie. I nawet kiedy odnosimy sukces, satysfakcja potrafi trwać zaskakująco krótko, ponieważ na horyzoncie natychmiast pojawia się następny poziom do zdobycia.
Kiedy ambicja przestaje nam służyć
Ambicja jest ogromną siłą. Dzięki niej rozwijamy firmy, podejmujemy ryzyko, uczymy się, przekraczamy własne ograniczenia i realizujemy pomysły, które kiedyś wydawały się niemożliwe. Nie ma nic złego w pragnieniu sukcesu. Problem zaczyna się wtedy, kiedy sukces przestaje być wyborem, a staje się obowiązkiem.
Łatwo przekroczyć tę granicę niezauważenie. Najpierw pracujemy więcej, ponieważ budujemy firmę. Później dlatego, że pojawiła się szansa, której szkoda nie wykorzystać. Następnie przybywa odpowiedzialności, klientów, projektów i zobowiązań. W pewnym momencie orientujemy się, że nawet odpoczywając, myślimy o pracy. Podczas kolacji sprawdzamy telefon. Na urlopie odpowiadamy na wiadomości. W niedzielę planujemy poniedziałek. A kiedy przez chwilę niczego nie robimy, zamiast przyjemności pojawia się poczucie winy.
To ważny sygnał. Odpoczynek nie jest nagrodą, na którą trzeba sobie zasłużyć odpowiednią liczbą wykonanych zadań. Jest naturalną częścią życia i warunkiem długofalowej skuteczności.
Największa presja często pochodzi z naszego wnętrza
Możemy obwiniać tempo współczesnego świata, media społecznościowe, wymagających klientów, rynek czy otoczenie. Wszystkie te czynniki rzeczywiście mają znaczenie. Jednak część presji tworzymy same.
„Powinnam już być dalej”. „W moim wieku powinnam mieć więcej”. „Nie mogę zawieść”. „Muszę sobie poradzić”. „Jeżeli odpuszczę, inni mnie wyprzedzą”. „Nie mogę pokazać, że czegoś nie wiem”. „Muszę być silna”.
Warto czasami zatrzymać się przy słowie „muszę” i zapytać: kto właściwie ustanowił tę zasadę?
Być może nikt. Być może powtarzamy przekonania, które przejęłyśmy od rodziny, środowiska, kultury sukcesu albo ludzi obserwowanych w mediach społecznościowych. A może stworzyłyśmy je same wiele lat temu, kiedy znajdowałyśmy się w zupełnie innym miejscu życia.
Nie każda zasada, która kiedyś pomagała nam iść do przodu, musi obowiązywać nas do końca życia.
Nie porównuj swojego zaplecza z cudzą wystawą
Media społecznościowe dały nam możliwość zaglądania do życia setek ludzi każdego dnia. Widzimy sukcesy zawodowe, piękne domy, egzotyczne podróże, szczęśliwe związki, nowe kontrakty, awanse, nagrody i kolejne biznesowe osiągnięcia.
Znacznie rzadziej widzimy cenę, która za nimi stoi.
Nie widzimy nieprzespanych nocy, problemów finansowych, konfliktów, samotności, lęku, zmęczenia czy nieudanych projektów. Porównujemy więc pełną wiedzę o własnym życiu z bardzo starannie wybranym fragmentem życia innych ludzi.
To porównanie z definicji jest niesprawiedliwe. Cudzy sukces może inspirować, ale nie powinien być miarą naszego życia. To, że ktoś rozwija firmę szybciej, nie oznacza, że my rozwijamy swoją zbyt wolno. To, że inna kobieta osiągnęła określony cel w wieku trzydziestu lat, nie oznacza, że my jesteśmy spóźnione, osiągając go po czterdziestce czy pięćdziesiątce.
Życie nie jest konkursem z jedną linią mety.
Naucz się mówić „wystarczy”
To jedno z najtrudniejszych słów dla ambitnych kobiet. Wystarczy. Wystarczająco dobrze. Wystarczająco dużo. Wystarczająco na dzisiaj.
Perfekcjonizm często przebiera się za profesjonalizm. Wydaje nam się, że wysokie standardy wymagają dopracowania wszystkiego do ostatniego szczegółu. Tymczasem istnieje ogromna różnica między jakością a perfekcją. Jakość służy efektowi. Perfekcjonizm bardzo często służy uspokojeniu lęku przed oceną.
Nie każdy e-mail musi być idealny. Nie każde spotkanie musi zakończyć się sukcesem. Nie każda decyzja okaże się właściwa. Nie każdy projekt będzie przełomowy. Nie wszyscy będą nas lubić. Nie każdy klient zostanie z nami na zawsze.
Dojrzałość zawodowa polega również na zaakceptowaniu faktu, że możemy działać bardzo dobrze i nadal czasami popełniać błędy.
Nie wszystko jest równie ważne
Jednym ze źródeł permanentnego napięcia jest traktowanie wszystkich obowiązków tak, jakby były równie pilne. Nie są.
Każdego dnia wykonujemy dziesiątki czynności, które domagają się naszej uwagi. Tymczasem tylko część z nich ma rzeczywisty wpływ na nasze życie i biznes. Reszta tworzy szum, który daje poczucie ogromnego zajęcia, ale niekoniecznie prowadzi nas tam, dokąd chcemy dojść.
Warto więc zamiast pytać rano: „Co muszę dzisiaj zrobić?”, zadać sobie inne pytanie: „Co jest dzisiaj naprawdę ważne?”.
Ta niewielka zmiana perspektywy potrafi bardzo dużo zmienić. Zarządzanie czasem nie polega przecież wyłącznie na tym, żeby zmieścić więcej zadań w ciągu dnia. Czasami najlepszym zarządzaniem czasem jest świadome zdecydowanie, czego dzisiaj nie zrobimy.
Granice nie czynią Cię mniej profesjonalną
Wiele kobiet w biznesie długo uczy się stawiania granic. Szczególnie wtedy, kiedy przez lata budowały swoją pozycję dzięki dostępności, odpowiedzialności i przekonaniu, że zawsze można na nich polegać.
Można być profesjonalną i nie odpowiadać na wiadomości o północy. Można być dobrą szefową i nie rozwiązywać każdego problemu zespołu. Można być zaangażowaną przedsiębiorczynią i wyjechać na urlop bez laptopa. Można odmówić udziału w projekcie, który finansowo wygląda atrakcyjnie, ale zabierze nam więcej energii, niż jesteśmy gotowe mu oddać.
Każde „tak” ma swoją cenę. Kiedy mówimy „tak” kolejnemu zobowiązaniu, jednocześnie mówimy „nie” czemuś innemu – odpoczynkowi, rodzinie, zdrowiu, własnym projektom albo zwyczajnej ciszy.
Dlatego warto wybierać świadomie.
Nie odkładaj życia na później
„Jeszcze tylko ten miesiąc”. „Jeszcze skończę projekt”. „Jeszcze osiągnę określony poziom dochodów”. „Jeszcze firma stanie się bardziej stabilna”. „Jeszcze dzieci trochę podrosną”. „Jeszcze tylko uporządkuję kilka spraw”.
A później? Później bardzo często pojawia się kolejny cel.
Jedną z największych pułapek ludzi ambitnych jest przekonanie, że prawdziwe życie rozpocznie się wtedy, kiedy uporządkują wszystkie obowiązki. Taki moment może nigdy nie nadejść.
Zawsze będzie coś do zrobienia. Zawsze znajdzie się następny cel. Firma zawsze może być większa. Możemy zarabiać więcej. Możemy wyglądać lepiej. Możemy nauczyć się czegoś nowego. Dlatego szczęście odkładane do momentu osiągnięcia kolejnego celu jest wyjątkowo ryzykowną inwestycją.
Sukces, który nie odbiera życia
Być może nie potrzebujemy rezygnować z ambicji. Potrzebujemy jedynie inaczej ją zdefiniować.
Sukces nie musi oznaczać maksymalizacji wszystkiego. Czasami sukcesem jest firma, która dobrze prosperuje, ale nie wymaga naszej obecności przez kilkanaście godzin dziennie. Czasami jest nim możliwość odmówienia klientowi, którego nie chcemy obsługiwać. Czasami wolny piątek. Czasami spokojny wieczór bez telefonu. Czasami świadomość, że nie musimy już nikomu udowadniać swojej wartości.
Wolność od presji nie oznacza braku celów. Nie oznacza rezygnacji z rozwoju, pieniędzy czy zawodowych marzeń. Oznacza odzyskanie prawa do decydowania, które cele naprawdę są nasze.
To ogromna różnica. Można bowiem przez całe życie bardzo skutecznie wspinać się po drabinie sukcesu, a dopiero na samej górze odkryć, że została przystawiona do niewłaściwej ściany.
Dlatego od czasu do czasu warto zatrzymać się i zadać sobie kilka prostych pytań: Czy życie, które prowadzę, naprawdę mi odpowiada? Czy rzeczy, o które tak intensywnie zabiegam, są dla mnie ważne? Ile moich decyzji wynika z pragnienia, a ile ze strachu przed oceną? Co zrobiłabym inaczej, gdybym nie musiała nikomu niczego udowadniać?
Odpowiedzi nie zawsze będą wygodne. Mogą jednak stać się początkiem bardzo potrzebnej zmiany. Uwolnienie się od presji nie zaczyna się wtedy, kiedy świat przestaje od nas wymagać.
Zaczyna się wtedy, kiedy same przestajemy wymagać od siebie niemożliwego.
fot. AI


