Nie ma życia bez trosk, nie ma biznesu bez porażek. Chciałoby się powiedzieć, że nie ma życia bez hejtu… ale pytanie: po co hejt? Czy nie można inaczej? Czy to ma być rozwiązanie na nieradzenie sobie z trudnościami?
Przechodziłam przez różne sytuacje osobiste i zawodowe. A hejt towarzyszył mi od zawsze, odkąd pamiętam. Będąc jeszcze w szkole podstawowej nie umiałam tego zjawiska nazwać, ale ciągłe poniżania mnie za noszenie ubrań odstających od kanonów tzw. dzieci prominentów, za mój sposób myślenia, który mocno był zakorzeniony w problematyce rodzinnej, a czasami za to, że byłam po prostu inna. Starałam się uśmiechać przez łzy, nie poddawać się. Lecz dziecko ma delikatną psychikę, a ciągłe przytyki, że ma się mniej zasobną finansowo rodzinę, że pochodzisz z tzw. robotniczej klasy, bardzo bolą.
Rodzice też mnie nie oszczędzali – słyszałam wielokrotnie: „przestań histeryzować, lepiej ogarnij się i weź się w garść”. To nie były słowa pociechy, to były słowa może i płynące z miłości, ale całkowicie wówczas dla mnie niezrozumiałe, bo moja dusza, duma dziecka cierpiała.
Czułam się jak w zamglonym świecie bez możliwości zmian. Zamknęłam się w sobie. Chciałam przestań istnieć… ale w tym bólu mogłam zrobić tylko jedno: podjąć wyzwanie. Skoro nie mogę dorównać rówieśnikom pozycją społeczną, to postanowiłam, że będę najlepsza w nauce w szkole. I tak się stało. To też oczywiście stało się przyczyną żartów, ale zaczęto się ze mną liczyć, zauważać mnie. Już nie byłam tą „przybłędą, biedną”, stałam się tą „mądralą”. Oczywiście negatywny wydźwięk słowa był, ale mnie to napędzało do działania.
Przez kolejne lata w szkołach zawsze byłam najlepsza, nie dlatego, że lubiłam się uczyć, ale dlatego, że powiedziałam sobie: „JA WAM POKAŻĘ, KIM JESTEM”.
Nigdy nie miałam łatwego życia. Życie osobiste dorosłe, też sprowadzało mnie do „parteru”. Mój ówczesny mąż, ojciec moich dzieci, zawsze podkreślał, że jestem „nikim”. Odwiecznie walczyłam o swoją godność matki, żony. Godność matki obroniłam, ale chcąc obronić godność kobiety-żony, rozwiodłam się. Czułam, że sama chwilami staję się hejterem dla byłego męża, a tak bardzo chciałam być inna.
Gdy masz problem w domu, gdy nie czujesz swojej wartości, gdy ktoś wciąż mówi, że jesteś nikim, to w pracy – zwłaszcza jak piastuje się stanowiska kierownicze – to też stajesz się… hejterem. Czemu? Bo boisz się okazać słabość, dobroć, współczucie. Chcesz być ważna. Tak zaczynało być ze mną. I nie czułam się w roli hejtera dobrze. Wiedziałam, że to droga donikąd.
Gdy jesteś hejtowana/hejtowany, to czujesz ten ból, niemoc, rozpacz, niechęć do życia, aż dochodzisz do chęci niszczenia innych… tak dokładnie się działo ze mną, sama zaczęłam niszczyć tych, których kochałam. Opamiętanie przyszło szybko, gdy zobaczyłam rozpacz w oczach swych kochanych dzieci, ludzi, z którymi pracowałam.
To był moment zwrotny w moim życiu. Podjęłam decyzję o zmianach w swym życiu, odeszłam od męża, zmieniłam (kolejny już raz) pracę. Postawiłam w życiu granice. Zaczęłam życie na nowo. Moja rodzina stała się odtąd dla mnie mocnym filarem, a dla mojego drugiego męża byłam nareszcie kobietą, która coś znaczyła, którą warto było kochać za to, jaka jest. Ja mogłam nareszcie czuć się dobrze ze sobą, szanować samą siebie i tych ludzi, którzy mnie otaczali.
Zaczęłam za to intensywnie przyglądać się zjawisku hejtu i szukać przyczyny tegoż zjawiska wśród ludzi. Osobowości, jakimi jesteśmy, mogą to zjawisko wzmóc lub je osłabić. Postanowiłam zatem wsłuchać się w ludzi, co nimi kieruje w życiu, że mają takie, a nie inne reakcje, co dla nich jest ważne, i przyjmować ich takimi, jakimi są w danej chwili.
Gdy miałam już jasno określone swoje wartości życiowe, stało się to dla mnie o wiele prostsze. Nie powiem, że łatwe, ale możliwe do realizacji.
Dzisiaj praca zawodowa oczywiście nadal obfituje w ludzi, którzy mnie hejtują, ale ja znam już swoją wartość, a gdy słucham ludzi, to potem czekam, aż gorycz im minie i będą w stanie rozmawiać ze mną z szacunkiem. Wiele osób zwraca się do mnie z zapytaniem, jak mogę w takich sytuacjach zachować spokój?, a ja pytam: „co mi to da, że odpowiem tym samym?”.
Praca ze sobą i nad sobą to klucz do godnego życia. Do pełnego i radosnego życia.
Wiem, że nie każdy ma taką siłę w sobie, dlatego do osób, które są gotowe na zmianę – mówię: TAK, POMOGĘ CI.
Nauczyłam się empatii, spokoju. W mojej pracy to potężne narzędzie. Ludzie przychodzą do mnie z różnymi troskami, problemami, nieznajomościami faktów dotyczących finansów. Moją rolą jest w spokoju pomóc im przejść przez wszystko.
Hejt to słabość, a ja nauczyłam się być mocna…
Wiem, że razem możemy zrobić wiele dobrego.

Alina Roszczyńska
Właścicielka firmy Growth LD (Leader Development). Od 2012 roku agent TOP, a od kilku lat agent MDRT (organizacja skupiająca mniej niż 1% najlepszych światowych agentów ubezpieczeniowych) wspiera i pomaga swoim klientom poprzez tworzenie programów ubezpieczeniowych, inwestycyjnych dostosowanych do realnych potrzeb każdego człowieka, każdej firmy w oparciu o aspekty prawno-finansowe, sukcesyjne. Wyznaje zasadę, że dobrze dopasowane ubezpieczenie to szansa na odpowiedzialne życie. Posiada wiedzę popartą ukończonymi uczelniami o profilu ekonomicznym, psychologicznym i prawnym oraz licznymi certyfikatami w tym zakresie.
Jako trener, mentor, coach współpracuje z organizacją MLCT na całym świecie. Współautorka książek, wielu publikacji i programów o tematyce ubezpieczeniowej.
***
Tekst pochodzi z książki Hejt bez filtra, która dostępna jest na stronie ikmag.pl/sklep.



