Był ciepły wiosenny poranek. Bardzo wczesny. Słońce nieśmiało wychylało się zza horyzontu, zapowiadając ciepły dzień. I wtedy zapukało do mnie wypalenie… Nie czekało na zaproszenie ani pozwolenie. Znienacka złapało mnie i spętało niemocą. Przyszło po cichu, bez zapowiedzi i zaproszenia, choć wysyłało sygnały dużo wcześniej. Zatrzymało mnie w pół kroku, odebrało energię, sens życia i radość z działania, które wcześniej było moją siłą. To nie był jeden zły dzień. To był długi czas, w którym moje ciało i moje wewnętrzne ja wspólnie i pod rękę powiedziały „dość”.
Długo szukałam winnych na zewnątrz. Nadmiar obowiązków, presja, oczekiwania, odpowiedzialność… Prawda, która przyszła, była o niebo trudniejsza do zaakceptowania: największym źródłem presji, lęku przed oceną i hejtu… byłam ja sama.
Wewnętrzny hejter – najbardziej niedoceniany sprawca przemocy
Kiedy mówimy o hejcie, najczęściej przed oczami pojawiają nam się krzywdzące komentarze w internecie, złośliwe opinie, bezrefleksyjne słowa, których jedynym celem jest zranić. Tymczasem hejt bardzo często zaczyna się w naszych myślach. W każdym słowie, które mówimy do siebie w każdej niemal chwili.
„Muszę bardziej.” „Nie jestem wystarczająca.” „Inni robią to lepiej.” „Ktoś widzi, że nie daję rady.”
Znajome? Ten wewnętrzny głos, powtarzany tysiące razy, działa jak kropla drążąca skałę. Z czasem przestajemy zauważać, że to przemoc na nas samych i zaczynamy traktować ją jak najnaturalniejszą normę. Tak działa przyzwyczajenie.
Badania potwierdzają, że negatywny dialog wewnętrzny znacząco zwiększa poziom stresu i ryzyko wypalenia zawodowego. Według raportu American Psychological Association aż 77% dorosłych doświadcza regularnie fizycznych objawów stresu, a jednym z kluczowych czynników jest chroniczna presja wewnętrzna i lęk przed oceną. Co więcej, badania Kristin Neff nad samowspółczuciem pokazują, że osoby nadmiernie samokrytyczne częściej doświadczają depresji, lęku i wypalenia niż te, które potrafią mówić do siebie z życzliwością.
Kiedy frustracja szuka ujścia, czyli hejt skierowany na zewnątrz
Niewyrażone emocje nie znikają. One zmieniają kierunek. Jeśli latami krytykujemy siebie, tłumimy złość, strach i poczucie niewystarczalności, bardzo łatwo przenosimy je na innych. Czasem w postaci ironii, czasem obojętności czy manipulacji. Najczęściej wprost, w postaci agresji, krzywdzącego słowa.
Z największego w Polsce badania Fundacji Unaweza „Młode Głowy”, w którym udział wzięło ponad 184 000 uczniów w wieku 10– 19 lat, kroi nam się obraz nie pojedynczych historii, lecz pokolenia, które w ogromnej mierze dźwiga ciężar wstydu, lęku i samotności. A wyniki zatrważają: 46% badanych to młodzi o skrajnie niskiej samoocenie, 31,6% nie lubi siebie a 65,9% chciałoby mieć do siebie więcej szacunku. Do tego dochodzi przeciążenie: aż 81,9% dzieci i młodzieży deklaruje, że stres dnia codziennego ich przerasta.
Rysuje nam się smutny obraz, na którego tle hejt, ten z internetu, ten z grupy rówieśniczej lub nawet od bliskich dorosłych oraz ten z własnej głowy nie stanowi „dodatkowego problemu”. On staje się językiem naszej codzienności, codzienności cierpienia. A stąd prowadzi już tylko czytelny wniosek, że człowiek, który nie potrafi być po swojej stronie, bardzo rzadko potrafi stanąć po stronie drugiego człowieka. To nie jest usprawiedliwienie, to wyjaśnienie mechanizmu.
Budowanie siebie nie zaczyna się od naprawiania braków
Jednym z największych mitów rozwojowych jest przekonanie, że musimy najpierw „naprawić siebie”, „pozbyć się wad”, „zasłużyć, by być wystarczającym”. Tymczasem prawdziwa zmiana zaczyna się w miejscu, które znajdziesz po jasnej stronie mocy. W zasobach. W tym, co już jest w Tobie, co przetrwało pomimo trudnych doświadczeń i nadal chce żyć, kochać oraz stawiać kolejne kroki.
Psychologia pozytywna jasno pokazuje, że koncentracja na mocnych stronach zwiększa odporność psychiczną, poczucie sprawczości i satysfakcję z życia. Potrzebujesz więcej dowodów? Badania Instytutu Gallupa potwierdzają, że osoby pracujące i żyjące w oparciu o swoje talenty są sześć razy bardziej zaangażowane i znacznie rzadziej doświadczają wypalenia. Budowanie siebie to nie ignorowanie trudnych emocji. To zmiana narracji, w której przestajemy być swoim oprawcą, a zaczynamy być swoim sprzymierzeńcem.
Jako trenerka mentalna pracuję z dziećmi, nastolatkami, rodzicami i pedagogami. I widzę coś, co wraca jak echo w domach, szkołach i historiach: źródło hejtu bardzo często nie zaczyna się w komentarzu. Zaczyna się w środku. W przekonaniach, w presji, w oczekiwaniach. W zdaniu: „muszę być lepsza, bo inaczej nie zasługuję”. W lęku: „jeśli pokażę prawdę o sobie, zostanę odrzucony”. W wewnętrznym napięciu, które nie ma ujścia, więc szuka ofiary, czasem w postaci własnego „ja”, a nadmiernie często drugiego człowieka.
Ola ma 17 lat. Kiedy zaczynałyśmy wspólną drogę, powtarzała jedno zdanie jak zaklęcie: „Jestem głupia, nic nie potrafię”. Mówiła to z taką pewnością, jakby cytowała prawdę objawioną. W szkole zamykała się w sobie. Rówieśnicy potrafili uderzyć śmiechem, komentarzem, wykluczeniem, pomówieniem. Najbardziej bolało jednak to, że Ola miała w sobie gotowe uzasadnienie każdego ciosu. „Oni mają rację”. Bo hejt z zewnątrz nie zawsze jest początkiem tragedii. Czasem jest tylko potwierdzeniem hejtu, który mieszka w nas od dawna. W pewnym momencie zamiast pytać: „jak uciszyć hejterów?”, otworzyłyśmy drogę do odpowiedzi: „kiedy Ty zaczęłaś mówić do siebie takim językiem?”. Bo dopóki Ola była dla siebie najostrzejszym sędzią, dopóty każde słowo innych miało otwartą bramę, by dotkliwie ją ranić.
Bartek dziś ma 20 lat. Był „tym trudnym”, impulsywnym, agresywnym, prowokującym. Ranił innych słowem, a czasem i pięścią. Wiele osób widziało w nim sprawcę. Ja także. Widziałam jednak również chłopaka, który przez lata słyszał komunikaty: „jesteś nic nie wart”, „z ciebie i tak nic nie będzie”. W domu, w szkole, w relacjach. Aż uwierzył i paradoksalnie udowadniał światu, że ma siłę. Nawet jeśli jedyną dostępną jej formą stała się przemoc. Bartek nie był „zły z natury”. On był przesiąknięty… wstydem. A wstyd, jeśli nie zostanie zatrzymany, bardzo często zamienia się w atak. Bo łatwiej uderzyć niż przyznać: „w środku czuję się jak nic”.
Odwaga bycia sobą w świecie ocen
Nie ma świata bez ocen, nie ma życia, w którym opinie innych nie byłyby jego częścią. Jest jednak ogromna różnica między świadomością opinii innych a uzależnieniem od nich swojej wartości. Odwaga bycia sobą nie polega na braku lęku. Polega na tym, że lęk nie decyduje za nas.
Kiedy zaczęłam zmieniać sposób, w jaki mówię do siebie, wydarzyła się magia, odebrałam hejtowi z zewnątrz siłę wpływania na mnie. Nie dlatego, że zniknął. Dlatego, że nie trafiał już w moje otwarte rany. Jak pisała Brené Brown, badaczka odwagi: „Jeśli żyjesz odważnie, krytyka jest nieunikniona. Ale tylko nieliczne głosy naprawdę się liczą, te, które są na arenie razem z Tobą.”

Agnieszka Żółtowska
Certyfikowana trenerka mentalna i współautorka Mental Edu, programu mentalnego wsparcia dzieci, młodzieży i dorosłych. Współwłaścicielka placówki edukacyjnej Master Edu. Trenerka efektywnej nauki, technik wolności emocjonalnej EFT oraz LifePlan Academy Fundacji Marka Kamińskiego. Trenerka w ramach Fundacji JBB Trenerzy Mentalni Charytatywnie. Ekspertka telewizyjna.
***
Tekst pochodzi z książki Hejt bez filtra, która dostępna jest na stronie ikmag.pl/sklep.



