O emigracji, budowaniu marki od podstaw, macierzyństwie i pasji, która daje wolność. Agnieszka Mazurek – kosmetolog, fizjoterapeutka i właścicielka salonu Be Beautiful – opowiada o swojej drodze zawodowej w Wielka Brytania, wyzwaniach, które ją ukształtowały, oraz o tym, dlaczego branża beauty może wzmacniać kobiety nie tylko zewnętrznie, lecz także wewnętrznie.
Mieszkasz w Wielkiej Brytanii od prawie 13 lat. Jak wyglądały Twoje pierwsze lata na emigracji i jakie wyzwania okazały się dla Ciebie najtrudniejsze – zarówno zawodowo, jak i prywatnie?
Kiedy przyjechałam do Wielkiej Brytanii, wiedziałam tylko jedno: chcę zbudować stabilne życie i pracować w zawodzie, który daje mi sens. Reszty musiałam nauczyć się w praktyce. Nowy język, nowe realia i brak zaplecza sprawiły, że pierwsze lata były bardzo intensywne.
Zawodowo zaczynałam od zera – budowałam bazę klientek, reputację i własne standardy pracy. Prywatnie największym wyzwaniem była odpowiedzialność za wszystko: decyzje, dzieci i przyszłość. Dziś wiem, że to właśnie te początki zbudowały moją odporność i konsekwencję. Emigracja nauczyła mnie, że jeśli ma się kompetencje i charakter, można stworzyć swoją przestrzeń w każdym kraju.
Od blisko 11 lat prowadzisz własną działalność w branży beauty. Jaki moment uznajesz za przełomowy w swojej karierze i co sprawiło, że zdecydowałaś się rozwijać swój biznes właśnie w Wielkiej Brytanii?
Przełomem nie był jeden spektakularny moment, lecz decyzja: przestaję tylko pracować, zaczynam świadomie budować markę. Chciałam stworzyć miejsce oparte na jakości, edukacji i standardach, które sama uważam za właściwe.
Wielka Brytania dała mi przestrzeń do rozwoju i realne możliwości. Rynek jest wymagający, ale docenia profesjonalizm. Mogłam inwestować w szkolenia, rozwijać kompetencje i budować biznes długofalowo. Wiedziałam, że jeśli mam gdzieś rozwijać swoją wizję i niezależność zawodową, to właśnie tutaj.
Jesteś certyfikowaną kosmetolog, fizjoterapeutką oraz instruktorką stylizacji rzęs. W jaki sposób łączysz te kompetencje w codziennej pracy i jak holistyczne podejście przekłada się na efekty zabiegowe oraz relacje z klientkami?
Łączę kosmetologię, fizjoterapię i pracę manualną, bo wierzę, że ciało i skóra funkcjonują jako całość. Nie patrzę na klientkę wyłącznie przez pryzmat jednego zabiegu. Analizuję napięcia, styl życia, kondycję skóry i rzeczywiste potrzeby.
Takie podejście sprawia, że efekty są bardziej naturalne i trwałe, a relacja z klientką głębsza. Kobiety czują, że są zaopiekowane i wysłuchane. Dla mnie to fundament marki osobistej – zaufanie i odpowiedzialność za każdy efekt.

Samodzielnie wychowujesz czwórkę dzieci, jednocześnie prowadząc własny salon. Jak udaje Ci się łączyć macierzyństwo z przedsiębiorczością i co powiedziałabyś kobietom, które obawiają się, że rodzina może ograniczyć ich rozwój zawodowy?
To duża odpowiedzialność i nie jest to droga łatwa, ale bardzo rozwijająca. Nauczyłam się organizacji, elastyczności i tego, że nie muszę być perfekcyjna każdego dnia.
Moje dzieci są moją motywacją. Pokazują mi, po co pracuję i dla kogo buduję stabilność. Kobietom, które boją się, że rodzina zatrzyma ich rozwój zawodowy, mówię: nie zatrzyma. Zmieni tempo, ale wzmocni charakter i umiejętności zarządzania życiem.
Jako instruktorka dzielisz się wiedzą i doświadczeniem z innymi kobietami, pomagając im budować niezależność w branży beauty. Jakie cechy uważasz za kluczowe w drodze do sukcesu i jakie błędy najczęściej popełniają osoby rozpoczynające swoją karierę?
W tej branży nie ma drogi na skróty. Kluczowe są konsekwencja, ciągła edukacja i pokora wobec nauki. Sukces nie polega na szybkim zarobku, lecz na budowaniu reputacji.
Najczęstszy błąd początkujących to skupienie na efektach natychmiastowych zamiast na jakości i relacjach z klientką. Marka osobista powstaje latami – z doświadczenia, etyki pracy i spójności. Certyfikat to początek. Zaufanie klientek to prawdziwa waluta.
Często podkreślasz, że największą satysfakcję daje Ci moment, gdy klientka wychodzi z gabinetu nie tylko piękniejsza, ale także silniejsza i bardziej pewna siebie. Jaką rolę – Twoim zdaniem – odgrywa branża beauty w budowaniu kobiecej pewności siebie?
Dobrze prowadzona branża beauty nie tworzy kompleksów – wzmacnia kobiety. Zabieg estetyczny bywa punktem wyjścia do większej zmiany.
Kiedy kobieta wychodzi z gabinetu, prostuje plecy, patrzy w lustro z uśmiechem i pewnością siebie, wiem, że zrobiłam coś więcej niż poprawę wyglądu. Estetyka ma również wymiar emocjonalny – i właśnie wtedy moja praca ma największy sens.
Po godzinach zamieniasz uniform kosmetologa na strój motocyklistki. Co daje Ci ta pasja i w jaki sposób wpływa na Twoją równowagę życiową oraz podejście do pracy i codziennych wyzwań?
Motocykle to moja przestrzeń wolności i resetu. Jazda wymaga skupienia, odwagi i zaufania do siebie. To moment, w którym mogę złapać dystans i odetchnąć.
Ta pasja daje mi równowagę. Wracam do pracy spokojniejsza, bardziej uważna i z większą energią. W biznesie, podobnie jak na drodze, potrzebne są koncentracja, odwaga i odpowiedzialność.
Rozmawiała: Ilona Adamska


